Zaskocz mnie biciem serca, a zaskoczę Cię melodią która do niego pasuje.
* * *
Młody Malfoy stał właśnie przed lustrem w łazience. Niedawno się obudził z błogiego snu, więc postanowił się trochę ogarnąć i postawić swoją twarz do pionu. Z racji, że był umówiony z Rose o jedenastej pod zamkiem musiał się sprężać. Wczoraj spędził z nią cały dzień na zakupach w Hogsmead, więc dzisiaj ona musiała mu potowarzyszyć w zakupie nowej miotły. Draco chcąc ładnie wyglądać, łyknął kroplę swojego wspaniałego eliksiru, który sprawiał, że nawet po największym melażu, twoja twarz będzie wyglądała olśniewająco. Taki eliksir jest bardzo drogi i można go kupić tylko w wyznaczonych sklepach, ale Draco przecież nie miał nigdy problemów z pieniędzmi, więc taki eliksir nie był ogromnym wydatkiem jak na jego głęboki portfel. Nie było już dużo czasu, więc wyciągnął z szafy czarne jeansy, niebieski t-shirt i trampki, a do tego narzucił na ramię granatowy sweterek. Stał już w drzwiach prowadzących do pokoju wspólnego, kiedy wrócił się do łazienki, otworzył małą szafeczkę i wyciągnął z niej buteleczkę perfum. Rozpylił zapach na swojej szyi i dekolcie po czym zbiegł po schodach, zostawiając śpiącego w łóżku Blaise'a.
* * *
Hermiona czytała książkę, siedząc na miękkiej kanapie przy kominku w pokoju wspólnym. Rozmyślała ciągle o tym co powiedział jej piątkowego wieczoru Draco. Nie miała pojęcia czy to może być prawda, czy też nie. W tym samym momencie usłyszała głośny śmiech dziewczyny za oknem. Hermiona podeszła do wielkiego, ozdobionego beżowymi zasłonami okna i wyjrzała przez nie. Obok bramy, która odgradzała Hogsmead od Hogwartu stała Rose Preuss i Draco Malfoy. Dziewczyna śmiała się jak Draco oparty o mur coś do niej mówił. Rose była bardzo ładnie ubrana. Miała na sobie niebieską, dopasowaną w talii sukienkę, złote buty i złotą torebkę. Włosy miała wyprostowane i rozpuszczone. Makijaż, który ozdabiał jej różaną twarz był jak zawsze profesjonalny.
Po kilku minutach wyszli za bramę i podążyli ścieżką prowadzącą do Hogsmead trzymając się za ręce. W tej samej sekundzie do pokoju jak burza wpadła Ginny.
-Coś się stało? -zapytała zdziwiona Hermiona
-Tak! Stało się! Nie uwierzysz... -wykrzyknęła zdyszana Ginny
-Może usiądźmy i wszystko mi opowiesz. -powiedziała Hermiona idąc w stronę kanapy i kominka. -No więc słucham.
-Blaise... Blaise zaproponował....zaproponował, że jutro pójdziemy z wizytą do jego rodziców, żeby mnie poznali! Rozumiesz?! -wykrzyknęła po raz kolejny i zaczęła skakać po kanapie.
-Ale Ginny... Z tego co wiem, to jego rodzice nie przepadają za tobą... to znaczy za twoją rodziną.. prawda?
-Tego to ja już dowiem się jutro. Teraz, to znaczy zaraz idziemy na zakupy, żeby wiesz kupić jakieś ładne ciuszki! Ale się cieszę... Jejku Miona! A ty nie chciałabyś poznać rodziców Johnatana?
-Nie.. w sumie to nie wiem. Dużo mi opowiadał o swojej rodzinie, a może jednak fajnie byłoby poznać jego rodziców? Zapytam go o to dzisiaj. Po czym pobiegła do swojego dormitorium, ubrała jeansy, czarno-brązowy sweterek i baleriny.
-No to ja idę do Johnatana, a ty idź na zakupy. Spotkamy się w pokoju wieczorem i obgadamy sobie parę spraw, okej?
-No jasne, okej. -i wyszły razem z dormitorium. Hermiona szła korytarzem i zbliżała się coraz bliżej do siedziby Hufflepuffu. Stanęła przed drzwiami i była gotowa na wszystkie wersje i jak chłopak może zareagować. Obraz odsunął się i wyszła zza niego Lisa. Była to czwartoklasistka o rudych jak Ron włosach, splecionych w długi warkocz i o żywych zielonych oczach.
-Cześć. Ja do Johnatana, jest może w środku? -zaptała Miona.
Oh, Johnatan. Tak, tak jest. Proszę wejdź. -zaprosiła ją gestem Puchonka. Hermiona nieśmiało weszła do pokoju wspólnego Hufflepuffu. Pokój był w kształcie okręgu. Na środku stał duży srebrny stół, a obok niego wielka czarna kanapa z masą poduszek w barwach żółto-srebrnych. Ściany również były w takich kolorach. Po obu stronach pomieszczenia stały komódki z książkami i dwa bujane fotele. Przy schodach, które prowadziły do dormitoriów dziewcząt i chłopców były dwa wielkie okna, które przyozdobione były złotymi zasłonami i wzorami w borsuki. Obok wejścia do Hufflepuffu widniał wielki namalowany herb tego domu. Na ścianach były również obrazy. Większość z nich przedstawiała Hogwart. Hermiona wspięła się po schodach, które prowadziły do sypialni chłopców. Było tam siedem drzwi. Na pierwszych drzwiach była tabliczka z imionami i nazwiskami sześciu chłopców, nie było tam nazwiska, ani imienia przyjaciela Hermiony. Na kolejnych trzech drzwiach też nie znalazła nikogo o takiej nazwie. Jej palec zatrzymał się dopiero na piątych drzwiach przy czwartym nazwisku. Zapukała do drzwi i prawie od razu rozległ się głos ''otwarte!''. Delikatnie otworzyła dębowe drzwi. Koło łóżka stał Johnatan... był bez koszulki. Hermiona jęknęła cicho w duchu, kiedy się do niej odwrócił. Poza nimi w pokoju nie było już nikogo.
-Hermi! Hej słońce! Co ty tutaj robisz? -powiedział jej na przywitanie, po czym podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
-Hej -powiedziała odwzajemniając pocałunek -ja chciałam z tobą porozmawiać. To ważne.
-A co może być takiego ważnego? Siadaj, no i powiedz. -powiedział Johnatan wskazując na łóżko.
-Bo widzisz... Ja się tak zastanawiałam i pomyślałam sobie, że może odwiedzilibyśmy w poniedziałek twoich rodziców? Tyle mi o nich opowiadałeś i w ogóle... Chciałabym ich chyba poznać, a skoro nie mamy w poniedziałek zajęć, bo ta inspekcja przychodzi to może...
-Powiem ci, że no zaskakujesz mnie troszkę -powiedział chłopak uśmiechając się łobuziersko.
-Ja nie chciałam się narzucać, czy coś w tym stylu -zaczęła się bronić Hermiona -Po prostu pomyślałam, że oni się ucieszą, no a ja tez bardzo chciałabym ich poznać, wiesz?
-Ale kochanie. -zaczął i przybliżył się do niej tak, że teraz stykali się już nosami -Oczywiście, że również uważam, że to dobry pomysł. Często pytają o ciebie i ogólnie, więc.. czemu nie?
-Och to wspaniale! -krzyknęła uradowana Hermiona i przytuliła się do niego. To potem ustalimy jeszcze o której godzinie, dobrze?
-Oczywiście. -odpowiedział chłopak. Hermiona miała ochotę jeszcze zapytać o to, co powiedział jej Draco tamtego wieczora, ale uznała, że nie będzie psuć chłopakowi nastroju, więc pożegnali się i ona opuściła siedzibę Hufflepuffu.
* * *
Brązowooka Gryfonka siedziała teraz na ławce obok krzewu z którego ciągle eksplodowały jakieś mini fajerwerki. Można by pomyśleć, że to robota Seamusa, który już dawno rozmyślał plan ''wybuchowych drzew''. Teraz siedząc w spokoju rozmyślała nad tym co właśnie zrobiła. Przecież ona w cale nie kocha Johnatana. Ona tylko potrzebuje przyjaciela, który ją zrozumie i wysłucha. Ostatnio z Harrym i Ronem rozmawiała cztery dni temu. Bardzo dobrze czuła, że nie jest już jak dawniej. Te dziewczyny - Laura i Sara do końca zawróciły w ich głowie. Gdzie by tylko popatrzeć, wszędzie byli razem. Mionie zrobiło się dość przykro by teraz się po prostu rozpłakać. Zaciągnęła rękawy swetra na błonie, po czym schowała w nich twarz i wyżaliła w rękawy swetra swój smutek. Po kilku minutach zorientowała się, że ktoś nad nią stoi. Był to Draco. Hermiona szybko otarła łzy i podwinęła rękawy.
-No, no, no -przeciągnął teatralnie i pokręcił głową Malfoy.
-Czego chcesz? Proszę cie, zlituj się i idź z tąd, bo nie mam siły na to, żeby tego słuchać.
-Ależ Granger... Czasami mi się wydaję, że umiesz czytać w myślach... Oczywiście, że pójdę, ale najpierw masz mi powiedzieć o co chodzi. Płaczesz przez Cartera? -Zapytał blondyn i dosiadł się do Gryfonki.
-Nie... to znaczy tak... w sumie to... nie, nie, nie! Nie płacze przez niego, a w ogóle to ciebie co to obchodzi?! -spytała nerwowo i znów była blisko rozpłakania się.
-No wiesz, martwię się -powiedział przewracając oczami.
-Taaaa jasne, uważaj bo ci uwierzę. Ha, ha, ha dobry żart Malfoy -zakpiła Hermiona
-Ty sobie nie żartuj tylko zasta...-powiedział Draco, ale Hermiona mu nie pozwoliła
-Jejku, po prostu jutro mamy razem wizytę u jego rodziców, a ja nie wiem czy dobrze zrobiła proponując mu to. Tylko tyle. Coś jeszcze? -dokończyła za niego, mówiąc to co było częścią powodu jej płaczu.
-Coś ty zrobiła?! -krzyknął Draco od razu żywszym spojrzeniem. -Granger czy ty...
-Czy ty wiesz co on ci może zrobić?! -to chciałeś powiedzieć tak? To teraz ja ci coś powiem. -powiedziała wstając z ławki i patrząc mu prosto w oczy. -Nie wtrącaj się w moje życie, zostaw mnie i moje sprawy w spokoju, zajmij się sobą i twoją głupią laseczką! -Nie mogąc powstrzymać złości wygarnęła mu wszystko i pobiegła w stronę zamku, zostawiając młodego Malfoya w stanie wrytym.
-Hermi! Hej słońce! Co ty tutaj robisz? -powiedział jej na przywitanie, po czym podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
-Hej -powiedziała odwzajemniając pocałunek -ja chciałam z tobą porozmawiać. To ważne.
-A co może być takiego ważnego? Siadaj, no i powiedz. -powiedział Johnatan wskazując na łóżko.
-Bo widzisz... Ja się tak zastanawiałam i pomyślałam sobie, że może odwiedzilibyśmy w poniedziałek twoich rodziców? Tyle mi o nich opowiadałeś i w ogóle... Chciałabym ich chyba poznać, a skoro nie mamy w poniedziałek zajęć, bo ta inspekcja przychodzi to może...
-Powiem ci, że no zaskakujesz mnie troszkę -powiedział chłopak uśmiechając się łobuziersko.
-Ja nie chciałam się narzucać, czy coś w tym stylu -zaczęła się bronić Hermiona -Po prostu pomyślałam, że oni się ucieszą, no a ja tez bardzo chciałabym ich poznać, wiesz?
-Ale kochanie. -zaczął i przybliżył się do niej tak, że teraz stykali się już nosami -Oczywiście, że również uważam, że to dobry pomysł. Często pytają o ciebie i ogólnie, więc.. czemu nie?
-Och to wspaniale! -krzyknęła uradowana Hermiona i przytuliła się do niego. To potem ustalimy jeszcze o której godzinie, dobrze?
-Oczywiście. -odpowiedział chłopak. Hermiona miała ochotę jeszcze zapytać o to, co powiedział jej Draco tamtego wieczora, ale uznała, że nie będzie psuć chłopakowi nastroju, więc pożegnali się i ona opuściła siedzibę Hufflepuffu.
* * *
Brązowooka Gryfonka siedziała teraz na ławce obok krzewu z którego ciągle eksplodowały jakieś mini fajerwerki. Można by pomyśleć, że to robota Seamusa, który już dawno rozmyślał plan ''wybuchowych drzew''. Teraz siedząc w spokoju rozmyślała nad tym co właśnie zrobiła. Przecież ona w cale nie kocha Johnatana. Ona tylko potrzebuje przyjaciela, który ją zrozumie i wysłucha. Ostatnio z Harrym i Ronem rozmawiała cztery dni temu. Bardzo dobrze czuła, że nie jest już jak dawniej. Te dziewczyny - Laura i Sara do końca zawróciły w ich głowie. Gdzie by tylko popatrzeć, wszędzie byli razem. Mionie zrobiło się dość przykro by teraz się po prostu rozpłakać. Zaciągnęła rękawy swetra na błonie, po czym schowała w nich twarz i wyżaliła w rękawy swetra swój smutek. Po kilku minutach zorientowała się, że ktoś nad nią stoi. Był to Draco. Hermiona szybko otarła łzy i podwinęła rękawy.
-No, no, no -przeciągnął teatralnie i pokręcił głową Malfoy.
-Czego chcesz? Proszę cie, zlituj się i idź z tąd, bo nie mam siły na to, żeby tego słuchać.
-Ależ Granger... Czasami mi się wydaję, że umiesz czytać w myślach... Oczywiście, że pójdę, ale najpierw masz mi powiedzieć o co chodzi. Płaczesz przez Cartera? -Zapytał blondyn i dosiadł się do Gryfonki.
-Nie... to znaczy tak... w sumie to... nie, nie, nie! Nie płacze przez niego, a w ogóle to ciebie co to obchodzi?! -spytała nerwowo i znów była blisko rozpłakania się.
-No wiesz, martwię się -powiedział przewracając oczami.
-Taaaa jasne, uważaj bo ci uwierzę. Ha, ha, ha dobry żart Malfoy -zakpiła Hermiona
-Ty sobie nie żartuj tylko zasta...-powiedział Draco, ale Hermiona mu nie pozwoliła
-Jejku, po prostu jutro mamy razem wizytę u jego rodziców, a ja nie wiem czy dobrze zrobiła proponując mu to. Tylko tyle. Coś jeszcze? -dokończyła za niego, mówiąc to co było częścią powodu jej płaczu.
-Coś ty zrobiła?! -krzyknął Draco od razu żywszym spojrzeniem. -Granger czy ty...
-Czy ty wiesz co on ci może zrobić?! -to chciałeś powiedzieć tak? To teraz ja ci coś powiem. -powiedziała wstając z ławki i patrząc mu prosto w oczy. -Nie wtrącaj się w moje życie, zostaw mnie i moje sprawy w spokoju, zajmij się sobą i twoją głupią laseczką! -Nie mogąc powstrzymać złości wygarnęła mu wszystko i pobiegła w stronę zamku, zostawiając młodego Malfoya w stanie wrytym.
* * *
Dochodziła już szósta. Hermiona stała w swojej sypialni patrząc przez okno wciąż zgrzytając nerwowo zębami i myśląc o tym co od rana się wydarzyło. Nie mogła pojąć w najmniejszym procencie, dlaczego Draco od pewnego czasu stał się milszy dla niej i dlaczego tak się o nią troszczy. Chciała o tym z kimś porozmawiać. Marzyła, aby spotkać się z Ronem i Harrym. Dużo by oddała by było między nimi tak jak kiedyś. Ktoś otworzył drzwi. Do dormitorium weszła Ginny obładowana dziesiątkami toreb.
-Pomożesz? -zapytała rudowłosa podając Hermionie chyba osiem wielkich toreb.
-Boże drogi, nie wiedziałam, że aż tyle sklepów jest w Hogsmead! -wydyszała Ginny opadając na łóżko.
-No trochę tego masz... -stwierdziła Hermiona zaglądając do reklamówek. Po chwili dojrzała również, że Ginny jest inaczej ubrana niż była jak wychodziła na zakupy. Miała na sobie czarne dopasowane spodnie, sweter odkrywający brzuch z logo znanego brytyjskiego zespołu i szare skurzane botki. Od razu można stwierdzić, że na pewno nie kupiła tego za swoje pieniądze.
-Ginny kto ci to nakupował? -spytała Hermiona wciąż przeglądając nabytek przyjaciółki.
-No wiesz... Blaise się upierał... mówił, że tak ładnie w tym wszystkim wyglądam i w ogóle, no to nie stawiałam oporu...-mówiła Ginny leżąc na łóżku.
-No właśnie widać... No dobra, to ty mi lepiej pokarz w co się ubierzesz na tą wizytę. A kiedy jesteście umówieni? -zapytała Miona.
-O osiemnastej koło wielkiej sali, a potem mamy się teleportować. -oznajmiła Ginerwa, wstała z łóżka, wzięła do ręki trzy duże torby i wyciągnęła z nich nabytek. Hermiona uważnie przyglądała się przyjaciółce z wytrzeszczonymi oczami.
-No co? -spytała jak zobaczyła, że Hermiona patrzy na nią jakby trzymała w rękach czarną różdżkę.
-Ty się pytasz co?! Dziewczyno, przecież te ciuchy kosztowały miliony! Te ciuchy są z najdroższego i z najbardziej prestiżowego sklepu w świecie czarodziejów! Przecież tam ubierają się najbogatsze czarownice... Narcyza Molfoy... Jeju i on się na to zgodził?! -mówiła przerażona Gryfonka jeszcze bardziej otwierając usta i oczy.
-Och nie przesadzaj, jeszcze nawet nie widziałaś jak ja w tym wyglądam! -powiedziała beztrosko Ginny przykładając do siebie zieloną sukienkę. -Och nie! Jeśli zaraz nie przestaniemy gadać spóźnię się! Zobacz która jest godzina! -krzyknęła przerażona Ginn.
-Yyyy, tak wejdź -zgodziła się Miona -Tylko,że...
-Tak, widzę jesteś pewnie trochę zajęta, ale nie martw się, ja tylko dosłownie na minutę.
-No dobrze, więc o co chodzi? -spytała Hermiona nadal porządkując ubrania przyjaciółki.
-Słyszałam, że jutro składasz wizytę u rodziców Cartera. Wiesz, że popełniasz błąd?
-Posłuchaj mnie teraz ty. Ja dobrze wiem co robię, a ty i Malfoy wcale... ja wcale nie prosiłam o troskę z waszej strony, więc jak przyszłaś mi tylko to powiedzieć to..
-Tak, masz rację. Twoje życie, twoja sprawa. Już wychodzę. Dobranoc. -wyszła i zatrzasnęła za sobą drzwi. W tym samym czasie z łazienki wyszła Ginny. Była już pomalowana i miała zakręcone loki. Teraz należało tylko dobrać odpowiedni zestaw ubrań. Po długich przymiarkach, sprzeczkach, rozmowach i decyzjach padło na cekinową sukienkę, ciemno zielone mieniące się buty, czarne rajstopy, płaszcz z korzuszkami przy rękawach i dekolcie, a na głowie gościł czarny kapelusz. W ręce Ginny trzymała elegancką torebkę. Wyglądała prześlicznie. Jeszcze nigdy tak się nie czuła. Teraz była księżniczką.
-No to co mała? W drogę! Trzymam za ciebie kciuki! -powiedziała na pożegnanie Hermiona.
-Dzięki.. i wiesz ty też się trzymaj! -odpowiedziała Ginny wychodząc z pokoju. Dziewczyny które dzieliły pokój z Hermioną i Ginny grały w quidditcha i teraz wyjechały gdzieś na jakiś bardzo ważny turniej, więc dziewczyna była dzisiaj wyłącznie sama. Ściągnęła sweter i położyła się na łóżku, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Z pewnością, że to Ginny czegoś zapomniała nie musiała niczego wkładać na stanik, więc otworzyła drzwi.
-No czego tym razem za... -i urwała bo w drzwiach zamiast Ginny stał DRACO MALFOY.
-No wiesz... Blaise się upierał... mówił, że tak ładnie w tym wszystkim wyglądam i w ogóle, no to nie stawiałam oporu...-mówiła Ginny leżąc na łóżku.
-No właśnie widać... No dobra, to ty mi lepiej pokarz w co się ubierzesz na tą wizytę. A kiedy jesteście umówieni? -zapytała Miona.
-O osiemnastej koło wielkiej sali, a potem mamy się teleportować. -oznajmiła Ginerwa, wstała z łóżka, wzięła do ręki trzy duże torby i wyciągnęła z nich nabytek. Hermiona uważnie przyglądała się przyjaciółce z wytrzeszczonymi oczami.
-No co? -spytała jak zobaczyła, że Hermiona patrzy na nią jakby trzymała w rękach czarną różdżkę.
-Ty się pytasz co?! Dziewczyno, przecież te ciuchy kosztowały miliony! Te ciuchy są z najdroższego i z najbardziej prestiżowego sklepu w świecie czarodziejów! Przecież tam ubierają się najbogatsze czarownice... Narcyza Molfoy... Jeju i on się na to zgodził?! -mówiła przerażona Gryfonka jeszcze bardziej otwierając usta i oczy.
-Och nie przesadzaj, jeszcze nawet nie widziałaś jak ja w tym wyglądam! -powiedziała beztrosko Ginny przykładając do siebie zieloną sukienkę. -Och nie! Jeśli zaraz nie przestaniemy gadać spóźnię się! Zobacz która jest godzina! -krzyknęła przerażona Ginn.
-Dobra, koniec tego. Ty idź szybko pod prysznic, a ja poukładam ci te rzeczy.-zaproponowała Hermi i już po paru sekundach Ginny się kąpała,a ona porządkowała w szafie ciuchy przyjaciółki.
* * *
W tym czasie, kiedy młoda Weasleyka brała prysznic ktoś zapukał do drzwi. Hermiona otworzyła i z nieukrytym zdumieniem wpatrywała się w osobę po drugiej stronie, a była to Rose Preuss. Wyglądała zupełnie inaczej niż rano. Elegancko ułożone włosy były spięte teraz w luźnego koka, nie było również kresek na oczach, tylko same rzęsy były pomalowane. Była ubrana w cytrynowy sweterek, wzorzyste legginsy, czarne botki, a jej nadgarstek zdobiła ładna bransoletka
-Cześć Hermiona, mogę wejść? To ważne. -przywitała ją Rose-Yyyy, tak wejdź -zgodziła się Miona -Tylko,że...
-Tak, widzę jesteś pewnie trochę zajęta, ale nie martw się, ja tylko dosłownie na minutę.
-No dobrze, więc o co chodzi? -spytała Hermiona nadal porządkując ubrania przyjaciółki.
-Słyszałam, że jutro składasz wizytę u rodziców Cartera. Wiesz, że popełniasz błąd?
-Posłuchaj mnie teraz ty. Ja dobrze wiem co robię, a ty i Malfoy wcale... ja wcale nie prosiłam o troskę z waszej strony, więc jak przyszłaś mi tylko to powiedzieć to..
-Tak, masz rację. Twoje życie, twoja sprawa. Już wychodzę. Dobranoc. -wyszła i zatrzasnęła za sobą drzwi. W tym samym czasie z łazienki wyszła Ginny. Była już pomalowana i miała zakręcone loki. Teraz należało tylko dobrać odpowiedni zestaw ubrań. Po długich przymiarkach, sprzeczkach, rozmowach i decyzjach padło na cekinową sukienkę, ciemno zielone mieniące się buty, czarne rajstopy, płaszcz z korzuszkami przy rękawach i dekolcie, a na głowie gościł czarny kapelusz. W ręce Ginny trzymała elegancką torebkę. Wyglądała prześlicznie. Jeszcze nigdy tak się nie czuła. Teraz była księżniczką.
-No to co mała? W drogę! Trzymam za ciebie kciuki! -powiedziała na pożegnanie Hermiona.
-Dzięki.. i wiesz ty też się trzymaj! -odpowiedziała Ginny wychodząc z pokoju. Dziewczyny które dzieliły pokój z Hermioną i Ginny grały w quidditcha i teraz wyjechały gdzieś na jakiś bardzo ważny turniej, więc dziewczyna była dzisiaj wyłącznie sama. Ściągnęła sweter i położyła się na łóżku, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Z pewnością, że to Ginny czegoś zapomniała nie musiała niczego wkładać na stanik, więc otworzyła drzwi.
-No czego tym razem za... -i urwała bo w drzwiach zamiast Ginny stał DRACO MALFOY.
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
Boski rozdział! Kurde czemu tak się skończyło? :D Chcę więcej ! :)
OdpowiedzUsuńWięcej! :D
OdpowiedzUsuńBoże kobieto jak ty niesamowicie piszesz! Kiedy doczekam się na następny rozdział?! boże to chyba jedyny blog gdzie podoba mi się historia Dramione, albo jedyny, który mnie tak wciągnął!
OdpowiedzUsuńPisz! Pisz! Pisz!
życzę dużo weny!
Zapraszam do mnie:
http://luna-neville-przyjazn-czy-kochanie.blogspot.com/
P.S. szablon jest świetny :)
zgadzam się :D
UsuńPisz dalej i nie trzymaj w niepewności!! Kiedy next??? Dodaj go szybko!!
OdpowiedzUsuńHej?! Kiedy następny rozdział?
OdpowiedzUsuńKiedy następny rozdział? Minęły już ponad dwa miesiące!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń