poniedziałek, 18 listopada 2013

Rozdział 4

Śmieszy mnie to, że uważasz się za milion razy lepszego niż ja. Na szczęście milion razy zero daje zero.
                                                                          * * * 


Był smutny, naburmuszony dzień. Słońce bezskutecznie próbowało przedrzeć się przez warstwy szarych, deszczowych chmur. Draco przed chwilą się obudził i usiadł na jedwabnej pościeli. Tylko po części pamiętał wczorajszy dzień, a to wszystko z powodu kaca. Blaise zresztą miał to samo. Ogólnie rzecz biorąc nie mieli najmniejszej ochoty ruszać się dzisiaj gdzieś poza swoje dormitorium. Po długiej chwili patrzenia się na zachmurzone niebo, Draco wreszcie wstał i poszedł do łazienki się troszkę ogarnąć. Wziął zimny prysznic, umył twarz i zęby, ubrał się w czyste ciuchy i ułożył roztrzepane na wszystkie strony włosy. Gdy już wyglądał jak człowiek, próbował sobie przypomnieć wczorajszy wieczór od momentu, kiedy Rose Preuss gościła w jego dormitorium. Wszystko się okazało jasne, kiedy Draco sięgną po szatę, aby ją założyć... obok niej leżała spódnica, biustonosz... i cała reszta rzeczy, które Rose miała wczoraj na sobie. Draco klepną się ręką w twarz i zaśmiał się do siebie, a po chwili odwrócił się do Bleisa.
-Pamiętasz chociaż trochę z wczorajszego wieczoru, zanim wyszedłem na patrol? -zapytał lekko poirytowany.
-No pamiętam tylko, że Rose powiedziała, żebym wyszedł z dormitorium i znalazł sobie zajęcie na jakieś co najmiej pół godziny -odpowiedział Blaise.
Draco popatrzył na niego dziwnie, zebrał rzeczy Rose i wyszedł. Siedział przez chwilkę w pokoju wspólnym Slytherinu, czekając na Rose. W końcu jak było już za 10 dziewiąta, a Draco o 9 zaczynał lekcje, wszedł po schodach prowadzących do dormitorium dziewcząt i zapukał do drzwi pokoju, w którym mieszkała Preuss.
Przez jakiś czas nikt nie otwierał, więc Draco czekał. Było za dwie.Wreszcie klucz w drzwiach się przekręcił i drzwi skrzypnęły. W drzwiach ukazała się Rose, w czerwonej bieliźnie. Była już pomalowana, loki miała zakręcone, tylko ubrania brakowało...
-Och, cześć Draco. -przywitała go blondynka i mrugneła do niego okiem.
-Cześ..ś..ść Rose. Ja tylko chciałem ci oddać... bo.. bo.. chyba zostawiłaś to u mnie -z trudem wypowiedział to zdanie, ponieważ kłopot mu sprawiało oderwanie oczu od dziewczyny.
-A no tak. Wiesz po tym co zaszło w twoim łóżku, powiedziałeś, że musisz spadać na patrol, więc pożyczyłam twoją koszulę, bo nie chciałam zbierać moich rzeczy żebyś nie miał kłopotów za spóźnienie. Sam wiesz jaka jest Granger. -powiedziała blondynka i wywróciła lekceważąco oczami. Dopiero teraz Draco wszystko sobie przypomniał. Radość przypomnienia tych chwil zgasła, kiedy popatrzył na swój zegarek. 20 po dziewiątej! O nie.. a teraz transmutacja.. ,,super'' pomyślał Draco.
-Słuchaj, nie wiem czy wiesz, ale mamy już dwadzieścia minut transmutacje.. więc jak chcemy się jeszcze załapać na lekcje, musimy się pośpieszyć.
-Nie pamiętasz, że dzisiaj nie mamy 2 pierwszych lekcji? Transmutacja odpada, bo McGonagall musiała pilnie zjawić się w Hogsmeade, a zielarstwo też nam odpada, bo Sprout wypiła jakiś płyn z jednej ze swoich roślin, a nie ma nikogo na zastępstwo. -powiedziała Rose i uśmiechnęła się do niego, pokazując proste, białe jak perła zęby. I znowu wszystko sobie przypomniał. Przecież Snape o tym wczoraj gadał. Nawet na patrolu Granger mu o tym gadała. Odwzajemnił uśmiech do Rose i oddał je rzecz, które cały czas trzymał w ręku.
-Draco, bo nie wiem czy wypada mi się o to pytać... ale czy my jesteśmy parą? -zapytała go żenująco i troszkę się zaczerwieniła. Draco rozmyślał taką opcję i po krótkim namyśle odpowiedział:
-No wiesz jeśli chcesz to jak najbardziej. -zadecydował i uśmiechną się łobuziersko. Po tych słowach rzucił się w kierunku Rose, objął ją w tali i zaczęli się namiętnie całować.
* * * 


Hermiona razem z Ginny szły po pustym korytarzu. Rozmawiały o tym, o tamtym. Rozmyślały opcję wybrania się na dyskotekę w sobotę do Hogsmeade. Ginny mówiła, że ostatnio otworzyli niedaleko Miodowego Królestwa pub, który szczyci się dużą popularnością. Hermiona wolała przeczytać jakąś książkę, lub się pouczyć, ale po namówieniach Ginny wreszcie się zgodziła. Zaraz miała odbyć lekcja eliksirów, razem ze Ślizgonami. Snape mówił, że będą pracować w parach nad eliksirem miłosnym. Hermiona po tym jak ostatnio była w parze z Nevillem, przez którego tygodnie przyrządzania eliksiru uszczęśliwiającego, wylały się razem z eliksirem, modliła się o to by przy tak potężnym, trudnym i niesamowicie skomplikowanym eliksirze była w parze z kimś mądrym i inteligentnym. Nadszedł czas na to aby Snape przydzielił odpowiednio Gryfonów i Ślizgonów. Harry został przydzielony do Rose, a Ron do Pansy. Ginny była z Blaisem, Neville z Lavender, Crabbe był z Katie Bell, a Goyle z Sushan. Nie było przydzielonych jeszcze paru Gryfonów i trzech Ślizgonów. 
-Panna Granger będzie z.... Draconem Malfoyem. -Hermiona straciła na chwilę kontakt z rzeczywistością. Że niby Amortencję ma wykonywać razem z Malfoyem?! To chyba jakiś dobry żart. 
-Granger mogłabyś łaskawie zacząć to przyrządzać?-sprowadził ją do rzeczywistości naburmuszony głos tego arystokraty, który stał z założonymi rękami przy kociołku i z miną w ''malfoyowskim stylu''. 
Kiedy lekcja, a raczej godzina tortur się wreszcie skończyła Hermiona mogła odetchnąć z ulgą. Teraz o już nie mogła się doczekać jutrzejszej balangi. Wyrwałaby się wreszcie od tych wszystkich kłopotów. 
* * *

Sobotni wieczór zbliżał się dużymi krokami. Dwie godziny przed dyskoteką Ginny, Luna, Hermiona miały dobrać odpowiedni zestaw ciuchów i kosmetyków. Draco i Rose też się wybierali na tą dyskotekę. Wszystko przez to, że na eliksirach Harry musiał wszystko wypaplać Rose. Do dormitorium Hermiony i Ginny weszła właśnie Luna. Zabrała ze sobą dużą torbę swoich ciuchów i kosmetyków. Hermiona była jeszcze pod prysznicem, więc doborem ciuchów dla Luny zajęła się Ginny. Luny zestaw ciuchów składał się z niebieskiej tuniki i jeansowej mini, oraz z koturnów z pomarańczowym paseczkiem nad kostką. Na powiekach miała równe kreski, oraz cień w kolorze srebrno-białym. Włosy spięła w luźny kucyk. Ginny miała na sobie obcisłą sukienkę i wysokie różowe szpilki. Włosy spięła w luźnego koka, a oczy pomalowała na jasny różowy. Hermiona pokierowała się swoim gustem. Ubrała różowy to w kształcie kokardki, czarną mini, wysokie szpilki ze zdobieniem, do tego czarne kolczyki i mocno różowe usta. 


Były już gotowe, więc wyszły z dormitorium. W tym samym czasie na imprezę przygotowywała się również Rose i Draco. Rose postawiła na niebieski. Ubrała niebiesko-czarną sukienkę mini ze zdobieniami na piersi, do tego standardowo 12-to centymetrowe czarne szpilki, czarny lakier na paznokciach, kreska i dokładnie ułożone włosy.

Kiedy Draco ją tylko zobaczył, aż zaniemówił. Znów wyglądała bosko.
-Jak ty to robisz...? -szepną jej do ucha, a ona w odpowiedzi mocno go pocałowała, że szminka odbiła mu się na ustach, jakby to on sobie je pomalował. Na imprezie było bardzo dużo osób z Hogwartu. Zanim Hermiona, Ginny, Harry, Ron, Luna Neville, Rose, Draco i reszta Ślizgonów zdążyli przyjść, osoby tańczące, były już lekko pijane. Pierwszy do tańca Rose porwał Draco. Prawie w ogóle nie schodzili z parkietu. Hermiona tańczyła w towarzystwie Ravenclawu i Gryffindoru.
-O Granger! -usłyszała zjadliwy głos Malfoya za plecami.
-Co chcesz? Idź do swojej lafiryndy, bo ktoś ci ją jeszcze poderwie! -odpowiedziała w złości Hermiona
-Rose nie jest lafiryndą! -krzykną i chwycił ją za nadgarstki. -Rozumiesz?! -spytał jeszcze głośniej i puścił.
Teraz plan Hermiony zaczął się rozwijać do punktu B.

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 3

Miłość zaskakuje nas w najmniej oczekiwanym momencie. Pytanie dlaczego?
 
* * *
 
 
Było ciemne, zimne i nieprzyjemne popołudnie. Draco właśnie skończył lekcje OPCM i wraz z Blaisem szedł przez zamarznięte błonia. Rozmyślał nad dzisiejszym patrolem. Chciał nawet zwierzyć się Blaisowi, lecz on by nie zrozumiał. Z resztą... Draco nigdy się niczym nie przejmował. Szlamy traktował jak ludzie marginesu. Całkiem inaczej. Jakby byli co najmniej... zwierzętami. A teraz? Zamiast już zaliczać dziewczyny przejmował się tą szlamą - Granger. Ale dlaczego? Przecież nigdy nie myślał, aż tak o patrolu. Dziwnie. Pustka w głowie. Otrząsną się i natychmiast zostawił swoje zamyślenia na drugim planie. Po co teraz się tym martwić? Właśnie. Po co. Spacerowali kolejny już kwadrans. Blaise zaproponował Drconowi kilka kieliszków Ognistej, na co on przystał z chęcią, bo przecież już skończyli lekcje, a patrol dopiero wieczorem, a była 15. Udali się więc do swojego dormitorium.
-Draco nie uważasz, że ta Rose jest zupełnie w twoim typie? Powinieneś z nią.. no wiesz.. - I chytrze się do przyjaciela uśmiechną.
-Blaise.. Nie masz swoich problemów? Nawet jej się dokładnie nie przyglądałem. A poza tym mam na oku kogoś innego. Chcę zrobić wszystko, żeby Pansy się ode mnie odwaliła, więc muszę szybko jakąś znaleźć.. Ale spokojnie. Mogę się założyć, ze ta Rose już w przyszłym tygodniu lepiej mnie pozna... - odpowiedział mu Draco, również się głupkowato uśmiechając. Rose należała od kilku lat do Slytherinu. Była z rocznika Dracona, nawet kilka miesięcy starsza. Dobrze się uczyła, ale nie przesadzała tak jak Hermiona. Rose miała blond włosy z końcówkami ombre. Oczy zawsze miała ozdobione równą, profesjonalną kreską i wydłużonymi rzęsami. Kolor jej oczu był niebieski, była blada i szczupła. Miała długie nogi, na których zawsze były założone czarne szpilki. Włosy miała związane w kucyk lub rozpuszczone. Stanowczo była jedną z najładniejszych dziewczyn w Slytherinie, co nie oznaczało, że była w typie Dracona. Jednak każdy zdawał sobie sprawę z tego, ze Draco leciał na pochodzenie i wygląd. Byli już w połowie korytarza prowadzącego do ich dormitorium, kiedy ujrzeli właśnie Rose Preuss. Szła przodem do nich lekko się uśmiechając. Usta miała pomalowane czerwoną, soczystą szminką , oczy standardowo ozdobione kreską, a na sobie miała czarną spódnice, obcisłą koszulkę na ramiączkach w panterkę i naprawdę wysokie czarne szpilki. Chłopaki musieli przyznać: wyglądała nieziemsko.
 
Dopiero jak Rose odchrząknęła zamknęli buzie. Draco nie przyglądał się jeszcze jej tak dokładnie. Przez chwilę jeszcze stali nic nie mówiąc. Kiedy Rose zrobiła krok w ich stronę, Blaise przemówił:
-Rose! Jak dobrze cię widzieć! Może zechciałabyś z nami napić się po kieliszku Ognistej? Mamy jej spory zapas... -uśmiechną się do niej chytrze i spojrzał na Dracona.
-Dzięki za zaproszenie, ale właśnie się wybierałam do Ravenclawu. Może po 17 ? Wtedy już powinnam mieć czas. -odpowiedziała, a potem spojrzała na Dracona uśmiechając się pięknie, a potem zgrabnie odeszła. Chłopcy spojrzeli na siebie i na oddalającą się Rose.
-Oj stary, coś czuję, że zaszalejesz dziś. -powiedział do Dracona Blaise, kiedy wreszcie ruszyli się z miejsca i weszli do swojego pokoju wspólnego.
-Żebyś wiedział. Ona była.. była... yy.. normalnie doskonała! -zaczął Draco i w jego oczach pojawiłsię chytry blask.
 
                                                                    * * *
 
Hermiona leżała na swoim łóżku czytając książkę. Dzień minął jej dość przyjemnie i nie mogła narzekać. W  końcu na transmutacji zarobiła aż 20 punktów dla Gryffindoru. Jedyne co mogło zepsuć ten dzień to nocny patrol z Malfoyem. Jednak postawiła sobie warunek i przyrzekła sobie, że ten głupi arystokrata nie zepsuje jej dnia. Ginny razem z Luną siedziała w pokoju wspólnym Gryffindoru, a Katie Bell była na treningu quidditcha, więc Hermiona mogła trochę posprzątać w pokoju, a teraz odpocząć. Do patrolu zostały jeszcze 4 godziny, więc nie mając za bardzo co do roboty, Hermiona postanowiła udać się do Ravenclawu. Przecież nie będzie każdego wolnego czasu spędzała w bibliotece. Wszystkie wypracowania na za dwa tygodnie już napisała, wszystkiego była nauczona - to chyba oczywiste. Ubrała jasne jeansy i granatowy sweterek, a pod to czarny t-shirt i białe półtenisówki. Była już na drugim piętrze kiedy usłyszała za sobą stukot szpilek. Na początku była pewna, że to Pansy Parkinson, razem ze swoją bandą debilnch koleżanek. Odwróciła się i zobaczyła pannę Rose Preuss. Ślizgonka nie popatrzyła na nią. W wyśmienitym nastroju zmierzała ku dormitorium Slytherinu. Hermiona przypatrywała się jej jeszcze chwilkę i odwróciła się. Przed sobą zobaczyła Lunę, która mierzyła wzrokiem przechodzącą obok Rose.
-Hej. Wchodź! Mamy pyszne drinki. Dziewczyny załatwiły, bo były w Hogsmeade.-przywitała ją Luna
-Cześć Luna. Jest u was też Ginny?
-Tak, już od kilku godzin siedzi z nami. -odpowiedziała jej Krukonka. Weszły więc razem.
 
                                                              * * *
 
Po kilku godzinach gadaniny, śmiania się i opowiadania ciekawych historii przyszedł czas na to, aby już wracać do siebie. No niestety. Każdego prefekta czekał jeszcze patrol. Hermiona i Ginny zebrały się i wyszły od Krukonów. Po kilku minutach były już w swoim pokoju wspólnym. Ginny czekało jeszcze pisanie wypracowania na OPCM, a Hermione... patrol z Malfoyem. Weszły do dormitorium i rzuciły się na łóżko. Balanga była świetna, przyjemna i już do końca uszczęśliwiła Gryfonki. Nie chciało im się już teraz nic. Ginny usiadła przy biurku, a Hermiona weszła do łazienki, żeby się trochę ogarnąć. Poprawiła trochę włosy, umyła zęby i ubrała się w bordowe spodnie, wzorzysty t-shirt , czarne tenisówki i przyozdobiła jakimś naszyjnikiem.

 
Wzięła różdżkę, wyciągnęła książki, które mogłyby pomóc Ginny w wypracowaniu i się z nią pożegnała. W progu zetknęła się z wyczerpaną Katie Bell, które wyglądała jakby wróciła właśnie z jakiejś wojny. Poklepała ją po ramieniu i ze współczuciem na nią popatrzyła.
 
                                                                           * * *
 


Draco już czekał na Hermionę w wyznaczonym miejscu. Był troszkę pijany i bardzo czymś ucieszony. Kiedy tylko zobaczył zbliżającą się Hermionę uśmiech poszył mu się i nawet się zaśmiał pod nosem.
-Po co się tak odstawiłaś Granger? I tak nie dorównasz Rose. -powiedział jej na przywitanie i podszedł do niej bliżej.
-Nie odstawiałam się tylko chciałam wyglądać jak człowiek, idioto. -Hermioana zbagatelizowała jego
docinek ''I tak nie dorównasz Rose'' i obrzuciła go żałosnym spojrzeniem.
-Jesteś pijany! -krzyknęła oburzona Hermiona i czekała na wytłumaczenia Malfoya.
-Jaki pijany! Tylko trochę wypiłem. A z resztą nie jesteś moją matką Granger. -odpowiedział jej w ogóle się nie przejmując.
Patrol trwał już godzinę. Przez ten cały czas Draco obrażał, poniżał Hermionę, a jakby by tego było mało opowiadał jej o tej jego nowej lafiryndzie Preuss. Powtarzjąc sobie w kółko ''Nie daj sobie zepsuć dnia przez tego idiotę''  Hermiona starała się go ignorować i go nie słuchać. Kiedy patrol zbliżał się końca i już mieli odchodzić Draco poraz kolejny do niej przemówił:
-Rose opowiadała mi, że spotkała cię na korytarzu przed wejściem do Ravenclawu. Czyżbyś kogoś poznała Grager? Dla ciebie to tylko krukon się nadaje.. żałosne. -po raz kolejny z niej zadrwił.
-Nie idioto. -odpowiedziała życzliwie Hermiona. -Byłam u Luny razem z Ginny, a w ogóle co cie to obchodzi? -zapytała i  odwróciła się żeby odejść, jednak Draco złapał ją za nadgarstek. Po ciele Hermiony przeszły ciarki strachu i grozy. Była na niego wkurzona.
-Mnie to nic nie obchodzi, rozumiesz? Nic. Nigdy mnie nie będzie interesowało co ty robisz i z kim. Mam to daleko w dupie. Zrozumiałaś Grager? -powiedział jej to ostrym trochę nawe ostrzegawczym tonem. Spojrzał na nią jeszcze raz i odwrócił się. Hermiona nie miała pojęcia o co mu chodziło, ale była pewna, że jest ciekawy czy kogoś ma czy nie. Po prostu nie chciał tego po sobie poznać i dał jej dlatego to jasno do zrozumienia. Pomyślała, ze może to również w pewien sposób wykorzystać. Uśmiechnęła się do siebie szyderczo i obmyślając ten ''plan'' odeszła z miejsca patrolu.
 


niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 2

Miłość nie musi być idealna. Wystarczy, że jest prawdziwa.
* * *
 
 
Hermiona szła szybko i niepewnie ciemnym korytarzem, zastanawiając się co ją spotka w pokoju wspólnym prefektów. Była już w połowie korytarza, kiedy nagle ktoś ją złapał z ramię i zakrył buzię. Starała się krzyczeć, ale na próżno. Próbowała się wyrwać z uścisku osoby, ale to tylko sprawiało, że była ściskana jeszcze bardziej. Była okropnie przerażona. Gdy ten ktoś wepchną ją do pustej klasy, wreszcie mogła złapać oddech. Spojrzała na twarz ''porywacza'' i duży wyraz zdziwienia i znienawidzenia pojawił się na delikatnej, pokrytej skromnym makijażem twarzy Hermiony. Tym kimś okazał się nie kto inny jak Malfoy. Dziewczyna natychmiast posłała mu mordercze spojrzenie, ale on widocznie się tym nie przejął. Uśmiechną się tylko w arystokratyczny sposób i powiedział:
-Widzę, że dostałaś liścik i mnie posłuchałaś. Tylko, że... -i urwał bo zobaczył, że Hermiona ze złością, a raczej z bezgraniczną wściekłością się w niego wpatróje. Jednak dokończył:
-Tylko, że nie po to cię wzywałem żebyś odebrała swój stanik. Nie oddam ci go. -powiedział i zaśmiał się.
-Oddasz mi!- krzyknęła Hermiona i dokończyła: A poza tym, jeśli nie wzywałeś mnie w tej sprawie, to o co chodzi? -powiedziała i zwęrzyła czujnie oczy.
-Posłuchaj.. jest już późno więc nie będę ci teraz tego tłumaczył. Poza tym jeśli chodzi o twoją bieliznę nie oddam ci jej. Nawet mi się podoba i wiesz co? Pomyślałem, że będzie pewną formą szantażu. -odpowiedział jej i uśmiechną się ironicznie z widocznym blaskiem w oku. W starej klasie było jasno dzięki światle, które wydobywało się z różdżki blondyna. Popatrzyli chwilę po sobie, Hermiona uniosła lekko brwi i kpiąco powiedziała:
-Och.. niby jaką formą szantażu? Zamierzasz mnie do czegoś zmusić, a jak tego nie zrobię pokażesz całej szkole mój stanik? Na nic lepszego cię nie stać Malfoy? - chciała, żeby to zdanie zabrzmiało tak jakby ją to w ogóle nie obchodziło, ale w głębi duszy miała pewne obawy.
-Granger, dlaczego od razu posądzasz mnie o takie rzeczy? Jak już mówiłem, nie będę teraz ci tego tłumaczył. I tak już dużo ci powiedziałem. No, ale przejdźmy do tego po co chciałem się dzisiaj z tobą spotkać. Otóż to. Snape powiedział mi, że w tym roku mamy wspólnie patrolować na 7 piętrze i mam ci to pilnie przekazać. A i pewnie się dziwisz dlaczego zrobiłem takie wejście... no to ci powiem, że po prostu chciałem cię przestraszyć.. wiem, że się boisz ciemności. -odrzekł i znowu się zaśmiał. Hermiona już zauważyła, że Draco był troszkę pijany dlatego nie chciała wchodzić w próżne dyskusje z blondynem tylko szybko wyjaśnić sprawę patrolu.
-Mówił ci dlaczego mamy akurat w takim składzie patrolować?
-Nie, ale powiedział, że nie ma odwrotu, bo wszyscy są już do siebie przydzieleni.
-Kiedy zaczynamy? -zapytała Hermiona i spojrzała na niego z zapytaniem.
-Od jutra. O 21:30 mamy być już na piętrze. -odrzekł spokojnie na jej pytanie. Podczas gdy Hermiona skręciła lekko głowę, by zastanowić się nad tym co powiedział mógł podziwiać jej kształty, które widocznie się ''wyostrzyły'' przez wakacje. Jej długie zgrabne nogi były idealne co do figury. Piersi zaokrągliły się i przez to miała też ładny dekold. Kiedy wreszcie się odwróciła przodem do niego, blondyn szybko popatrzył w inną stronę.
-Dobrze. Jutro pierwszy dyżur więc się nie spóznij. -oznajmiła mu i czekała na jego reakcję. Malfoy bardzo dobrze wiedział, że nie chodziło jej wcale o to czy się spózni czy nie, ale o to, że bała się ciemności i każdy szmer sprawiał, że miała ciarki na ciele.
-Spokojnie nie spóznie się... Ale ty też się nie wciągnij w jakąś książkę, bo przegapisz cały dyżur. Takie szlamy jak ty często zapominają  gdzie w mają być w danym czasie. -powiedział i twarz mu się wykrzywiła w malfoyowskim stylu. Hermiona nie miała siły tego komentować. Chciała już wrócić do swojego dormitorium i mieć gdzieś tego arystokratę.
-Więc do jutra. -zakończyła krótko rozmowę i wyszła z pustej klasy, a niedługo po niej wyszedł też Draco.
                                                                            * * *  
 
Hermiona wstała troszkę wcześniej niż zwykle, mając nadzieję, że może jeszcze przed śniadaniem zaglądnie na chwilkę do biblioteki. Wyszła właśnie z łazienki. Była już umyta, uczesana i pomalowana. Otworzyła szafę i ubrała czarne legginsy, koszulkę w czarne kropki, czarne baleriny, które kupiła sobie na wakacjach podczas pobytu we Włoszech, czarny komin i bransoletki, które dostała na urodziny od Luny,
                                   
 następnie wzięła swoją szatę i torbę z książkami, po czym wyszła z dormitorium. Na korytarzu spotkała Nevilla, oraz dwie krukonki, zdawające się rozmawiać o wczorajszej imprezie, która się odbyła wczoraj w pokoju wspólnym Ravenclawu. Jedną z nich była Cho Chang, która pomachała jej raznie ręką. Hermiona była już przed drzwiami do biblioteki, kiedy usłyszała jak ktoś ją woła. Odwróciła się i zobaczyła Lunę, która całowała właśnie w policzek Nevilla.
-Hej Mionka! -przywitała ją wesoło krukonka, a potem do niej podbiegła.
-Cześć Luna! Jak tam po wczorajszej imprezie? -spytała z uśmiechem Hermiona.
-A no dobrze.. Ja siedziałam z dziewczynami tylko pół godziny bo potem poszłam do Nevilla.
-Ahaaa. To dobrze. Jak się Wam układa? -spytała brązowooka i otworzyła drzwi do biblioteki. Luna weszła razem z nią.
-W porządku. Jutro idziemy razem na obiad do Hogsmeade. Nevill mnie zaprosił! -oświadczyła Luna i lekko się zarumieniła.
-Gratuluję! Widzę, że wszystko w porządku. To dobrze. Przepraszam cię Luna, ale muszę oddać dzisiaj wypracowanie profesor McGonagall, a jeszcze muszę coś sprawdzić. Do zobaczenia na śniadaniu! -powiedziała i uśmiechnęła się do krukonki, która odwznajemniła uśmiech.

 
 
 


sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 1

                   Nie masz wpływu na to co czujesz, ale masz wpływ na to co z tym zrobisz
                                                                       * * *

Hermiona właśnie wyszła z domu taszcząc za sobą wielki kufer z rzeczami do Hogwartu, a za nią szedł ojciec gorączkowo przeszukując kieszenie w poszukiwaniu kluczyków do auta. Kiedy wreszcie je znalazł, wpakowali się do auta i zmierzali w kierunku stacji King Cross. Hermiona czuła podniecenie, że wreszcie zobaczy się z przyjaciółmi z Hogwartu, więc czasami mimowolnie uśmiechała się do siebie. Przed stacją pożegnała się z ojcem i szybko podążyła na peron numer 9 i 3/4 , a kiedy tak szła usłyszała drwiący uśmieszek dobiegający tuż za nią. Odwróciła się i ujrzała to czego się spodziewała - Dracona Malfoya.
Posłała mu kpiące spojrzenie i odwróciła się, lecz po chwili gwałtownie jak oparzona znów stała przodem w jego stronę. Teraz dopiero zobaczyła co go tak ucieszyło. W ręce trzymał różowy stanik Hermiony, który musiał jej wypaść z kufra podczas tego pośpiechu na peron. Od razu spłonęła rumieńcem i spojrzała na swój kufer który był otwarty. Teraz już wszystko było jasne: podczas wpakowania podręcznika do OPCM nie domknęła porządnie kufra wię on teraz się otworzył... Popatrzyła w stalowo-niebieskie oczy Dracona, podeszła do niego i chciała wyrwać mu stanik, ale on cofną rękę. Zakłopotana zapięła kufer i spojrzała na niego i jego drwiący uśmieszek, który do końca wyprowadził ją z równowagi. -Oddaj to Malfoy! Spóznie się przez ciebie na pociąg! ale on nie miał najmniejszego zamiaru jej tego oddać. -Och, Granger.. tak właśnie myślałem, że nie wyrosłaś jeszcze z tego...- I znowu triumfalnie się do niej uśmiechną. -Niby z czego Malfoy?! - Zapytała Hermiona nieco rozdrażniona. On jej jednak nie odpowiedział. Schował jej stanik do swojej torby, po czym szepnął jej do ucha: - możesz to odebrać dzisiaj wieczorem w moim dormitorium.-powiedział do niej po czym odszedł. Hermiona stała chwilkę jeszcze jak wryta, a potem uświadomiła sobie, że jest za dwie jedenasta, więc biegnąc wpadła do pociągu szukając swoich przyjaciół.
                                                                       * * *

Nie musiała długo szukać. Ron, Harry, Ginny, Neville i Luna siedzieli w przedostatnim przedziale pierwszego wagonu. Otworzyła drzwi do przedziału i usiadła między Luną, a Ginny. Na początku wszyscy wypytywali, dlaczego się spózniła, więc nie mogąc powiedzieć prawdy, skłamała, że były duże korki. Podróż minęła bez względnych kłótni, sprzeczek itp. Wszyscy dzielili się swoimi przygodami z wakacji i jedli zakupione słodycze. Kiedy dojechali do Hogsmeade, pośpiesznie wyszli z pociągu, zmierzając ku zamku, Hermiona zamyślona tym co się stało na stacji nie uczestniczyła w dyskusjach o quidditchu. Myślała tylko o tym co powiedział wtedy Malfoy.. ''możesz to odebrać dzisiaj wieczorem w moim dormitorium''.
* * * 
Po ceremonii przydziału pierwszoroczniaków do domów i po uroczystej uczcie, Hermiona wróciła do swojego dormitorium, które dzieliła z Ginny i Katie Bell. Dziewczyny poszły jeszcze na balangę do koleżanek z Ravenclawu więc mogła spokojnie się rozpakować i przemyśleć parę spraw. W tym roku zamiast kraciastych spódnic i porozciąganych swetrów w jej szafie gościły obcisłe legginsy i rurki oraz tuniki, sweterki i zgrabne koszulki, dzięki czemu wyglądała naprawdę pięknie. Jej włosy nie były już wielką burzą loków na głowie, tylko starannie zaczesanymi lokami opadającymi na ramiona. Twarz pokrywał lekki makijarz. Minęło blisko 3 godziny zanim dziewczyny wróciły do dormitorium. Kiedy Ginny lekko pijana weszła do pokoju wręczyła Hermionie mały zwintek paieru i powiedziała, że leżało to przed drzwiami, ale ona nie ma siły teraz tego przeczytać. Po namyśle Hermiona rozwinęła papierek i przeczytała:
,,Granger za 10 minut w pokoju wspólnym prefektów''
                                            D.M
-Rozkazywać to sobie możesz swojemu skrzatu domowemu!- Powiedziała, ale po dłuższym namyśle ubrała czarne legginsy i blado-różową tunike , a do tego czarne baleriny i wyszła z dormitorium.