Zaskocz mnie biciem serca, a zaskoczę Cię melodią która do niego pasuje.
* * *
Młody Malfoy stał właśnie przed lustrem w łazience. Niedawno się obudził z błogiego snu, więc postanowił się trochę ogarnąć i postawić swoją twarz do pionu. Z racji, że był umówiony z Rose o jedenastej pod zamkiem musiał się sprężać. Wczoraj spędził z nią cały dzień na zakupach w Hogsmead, więc dzisiaj ona musiała mu potowarzyszyć w zakupie nowej miotły. Draco chcąc ładnie wyglądać, łyknął kroplę swojego wspaniałego eliksiru, który sprawiał, że nawet po największym melażu, twoja twarz będzie wyglądała olśniewająco. Taki eliksir jest bardzo drogi i można go kupić tylko w wyznaczonych sklepach, ale Draco przecież nie miał nigdy problemów z pieniędzmi, więc taki eliksir nie był ogromnym wydatkiem jak na jego głęboki portfel. Nie było już dużo czasu, więc wyciągnął z szafy czarne jeansy, niebieski t-shirt i trampki, a do tego narzucił na ramię granatowy sweterek. Stał już w drzwiach prowadzących do pokoju wspólnego, kiedy wrócił się do łazienki, otworzył małą szafeczkę i wyciągnął z niej buteleczkę perfum. Rozpylił zapach na swojej szyi i dekolcie po czym zbiegł po schodach, zostawiając śpiącego w łóżku Blaise'a.
* * *
Hermiona czytała książkę, siedząc na miękkiej kanapie przy kominku w pokoju wspólnym. Rozmyślała ciągle o tym co powiedział jej piątkowego wieczoru Draco. Nie miała pojęcia czy to może być prawda, czy też nie. W tym samym momencie usłyszała głośny śmiech dziewczyny za oknem. Hermiona podeszła do wielkiego, ozdobionego beżowymi zasłonami okna i wyjrzała przez nie. Obok bramy, która odgradzała Hogsmead od Hogwartu stała Rose Preuss i Draco Malfoy. Dziewczyna śmiała się jak Draco oparty o mur coś do niej mówił. Rose była bardzo ładnie ubrana. Miała na sobie niebieską, dopasowaną w talii sukienkę, złote buty i złotą torebkę. Włosy miała wyprostowane i rozpuszczone. Makijaż, który ozdabiał jej różaną twarz był jak zawsze profesjonalny.
Po kilku minutach wyszli za bramę i podążyli ścieżką prowadzącą do Hogsmead trzymając się za ręce. W tej samej sekundzie do pokoju jak burza wpadła Ginny.
-Coś się stało? -zapytała zdziwiona Hermiona
-Tak! Stało się! Nie uwierzysz... -wykrzyknęła zdyszana Ginny
-Może usiądźmy i wszystko mi opowiesz. -powiedziała Hermiona idąc w stronę kanapy i kominka. -No więc słucham.
-Blaise... Blaise zaproponował....zaproponował, że jutro pójdziemy z wizytą do jego rodziców, żeby mnie poznali! Rozumiesz?! -wykrzyknęła po raz kolejny i zaczęła skakać po kanapie.
-Ale Ginny... Z tego co wiem, to jego rodzice nie przepadają za tobą... to znaczy za twoją rodziną.. prawda?
-Tego to ja już dowiem się jutro. Teraz, to znaczy zaraz idziemy na zakupy, żeby wiesz kupić jakieś ładne ciuszki! Ale się cieszę... Jejku Miona! A ty nie chciałabyś poznać rodziców Johnatana?
-Nie.. w sumie to nie wiem. Dużo mi opowiadał o swojej rodzinie, a może jednak fajnie byłoby poznać jego rodziców? Zapytam go o to dzisiaj. Po czym pobiegła do swojego dormitorium, ubrała jeansy, czarno-brązowy sweterek i baleriny.
-No to ja idę do Johnatana, a ty idź na zakupy. Spotkamy się w pokoju wieczorem i obgadamy sobie parę spraw, okej?
-No jasne, okej. -i wyszły razem z dormitorium. Hermiona szła korytarzem i zbliżała się coraz bliżej do siedziby Hufflepuffu. Stanęła przed drzwiami i była gotowa na wszystkie wersje i jak chłopak może zareagować. Obraz odsunął się i wyszła zza niego Lisa. Była to czwartoklasistka o rudych jak Ron włosach, splecionych w długi warkocz i o żywych zielonych oczach.
-Cześć. Ja do Johnatana, jest może w środku? -zaptała Miona.
Oh, Johnatan. Tak, tak jest. Proszę wejdź. -zaprosiła ją gestem Puchonka. Hermiona nieśmiało weszła do pokoju wspólnego Hufflepuffu. Pokój był w kształcie okręgu. Na środku stał duży srebrny stół, a obok niego wielka czarna kanapa z masą poduszek w barwach żółto-srebrnych. Ściany również były w takich kolorach. Po obu stronach pomieszczenia stały komódki z książkami i dwa bujane fotele. Przy schodach, które prowadziły do dormitoriów dziewcząt i chłopców były dwa wielkie okna, które przyozdobione były złotymi zasłonami i wzorami w borsuki. Obok wejścia do Hufflepuffu widniał wielki namalowany herb tego domu. Na ścianach były również obrazy. Większość z nich przedstawiała Hogwart. Hermiona wspięła się po schodach, które prowadziły do sypialni chłopców. Było tam siedem drzwi. Na pierwszych drzwiach była tabliczka z imionami i nazwiskami sześciu chłopców, nie było tam nazwiska, ani imienia przyjaciela Hermiony. Na kolejnych trzech drzwiach też nie znalazła nikogo o takiej nazwie. Jej palec zatrzymał się dopiero na piątych drzwiach przy czwartym nazwisku. Zapukała do drzwi i prawie od razu rozległ się głos ''otwarte!''. Delikatnie otworzyła dębowe drzwi. Koło łóżka stał Johnatan... był bez koszulki. Hermiona jęknęła cicho w duchu, kiedy się do niej odwrócił. Poza nimi w pokoju nie było już nikogo.
-Hermi! Hej słońce! Co ty tutaj robisz? -powiedział jej na przywitanie, po czym podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
-Hej -powiedziała odwzajemniając pocałunek -ja chciałam z tobą porozmawiać. To ważne.
-A co może być takiego ważnego? Siadaj, no i powiedz. -powiedział Johnatan wskazując na łóżko.
-Bo widzisz... Ja się tak zastanawiałam i pomyślałam sobie, że może odwiedzilibyśmy w poniedziałek twoich rodziców? Tyle mi o nich opowiadałeś i w ogóle... Chciałabym ich chyba poznać, a skoro nie mamy w poniedziałek zajęć, bo ta inspekcja przychodzi to może...
-Powiem ci, że no zaskakujesz mnie troszkę -powiedział chłopak uśmiechając się łobuziersko.
-Ja nie chciałam się narzucać, czy coś w tym stylu -zaczęła się bronić Hermiona -Po prostu pomyślałam, że oni się ucieszą, no a ja tez bardzo chciałabym ich poznać, wiesz?
-Ale kochanie. -zaczął i przybliżył się do niej tak, że teraz stykali się już nosami -Oczywiście, że również uważam, że to dobry pomysł. Często pytają o ciebie i ogólnie, więc.. czemu nie?
-Och to wspaniale! -krzyknęła uradowana Hermiona i przytuliła się do niego. To potem ustalimy jeszcze o której godzinie, dobrze?
-Oczywiście. -odpowiedział chłopak. Hermiona miała ochotę jeszcze zapytać o to, co powiedział jej Draco tamtego wieczora, ale uznała, że nie będzie psuć chłopakowi nastroju, więc pożegnali się i ona opuściła siedzibę Hufflepuffu.
* * *
Brązowooka Gryfonka siedziała teraz na ławce obok krzewu z którego ciągle eksplodowały jakieś mini fajerwerki. Można by pomyśleć, że to robota Seamusa, który już dawno rozmyślał plan ''wybuchowych drzew''. Teraz siedząc w spokoju rozmyślała nad tym co właśnie zrobiła. Przecież ona w cale nie kocha Johnatana. Ona tylko potrzebuje przyjaciela, który ją zrozumie i wysłucha. Ostatnio z Harrym i Ronem rozmawiała cztery dni temu. Bardzo dobrze czuła, że nie jest już jak dawniej. Te dziewczyny - Laura i Sara do końca zawróciły w ich głowie. Gdzie by tylko popatrzeć, wszędzie byli razem. Mionie zrobiło się dość przykro by teraz się po prostu rozpłakać. Zaciągnęła rękawy swetra na błonie, po czym schowała w nich twarz i wyżaliła w rękawy swetra swój smutek. Po kilku minutach zorientowała się, że ktoś nad nią stoi. Był to Draco. Hermiona szybko otarła łzy i podwinęła rękawy.
-No, no, no -przeciągnął teatralnie i pokręcił głową Malfoy.
-Czego chcesz? Proszę cie, zlituj się i idź z tąd, bo nie mam siły na to, żeby tego słuchać.
-Ależ Granger... Czasami mi się wydaję, że umiesz czytać w myślach... Oczywiście, że pójdę, ale najpierw masz mi powiedzieć o co chodzi. Płaczesz przez Cartera? -Zapytał blondyn i dosiadł się do Gryfonki.
-Nie... to znaczy tak... w sumie to... nie, nie, nie! Nie płacze przez niego, a w ogóle to ciebie co to obchodzi?! -spytała nerwowo i znów była blisko rozpłakania się.
-No wiesz, martwię się -powiedział przewracając oczami.
-Taaaa jasne, uważaj bo ci uwierzę. Ha, ha, ha dobry żart Malfoy -zakpiła Hermiona
-Ty sobie nie żartuj tylko zasta...-powiedział Draco, ale Hermiona mu nie pozwoliła
-Jejku, po prostu jutro mamy razem wizytę u jego rodziców, a ja nie wiem czy dobrze zrobiła proponując mu to. Tylko tyle. Coś jeszcze? -dokończyła za niego, mówiąc to co było częścią powodu jej płaczu.
-Coś ty zrobiła?! -krzyknął Draco od razu żywszym spojrzeniem. -Granger czy ty...
-Czy ty wiesz co on ci może zrobić?! -to chciałeś powiedzieć tak? To teraz ja ci coś powiem. -powiedziała wstając z ławki i patrząc mu prosto w oczy. -Nie wtrącaj się w moje życie, zostaw mnie i moje sprawy w spokoju, zajmij się sobą i twoją głupią laseczką! -Nie mogąc powstrzymać złości wygarnęła mu wszystko i pobiegła w stronę zamku, zostawiając młodego Malfoya w stanie wrytym.
-Hermi! Hej słońce! Co ty tutaj robisz? -powiedział jej na przywitanie, po czym podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
-Hej -powiedziała odwzajemniając pocałunek -ja chciałam z tobą porozmawiać. To ważne.
-A co może być takiego ważnego? Siadaj, no i powiedz. -powiedział Johnatan wskazując na łóżko.
-Bo widzisz... Ja się tak zastanawiałam i pomyślałam sobie, że może odwiedzilibyśmy w poniedziałek twoich rodziców? Tyle mi o nich opowiadałeś i w ogóle... Chciałabym ich chyba poznać, a skoro nie mamy w poniedziałek zajęć, bo ta inspekcja przychodzi to może...
-Powiem ci, że no zaskakujesz mnie troszkę -powiedział chłopak uśmiechając się łobuziersko.
-Ja nie chciałam się narzucać, czy coś w tym stylu -zaczęła się bronić Hermiona -Po prostu pomyślałam, że oni się ucieszą, no a ja tez bardzo chciałabym ich poznać, wiesz?
-Ale kochanie. -zaczął i przybliżył się do niej tak, że teraz stykali się już nosami -Oczywiście, że również uważam, że to dobry pomysł. Często pytają o ciebie i ogólnie, więc.. czemu nie?
-Och to wspaniale! -krzyknęła uradowana Hermiona i przytuliła się do niego. To potem ustalimy jeszcze o której godzinie, dobrze?
-Oczywiście. -odpowiedział chłopak. Hermiona miała ochotę jeszcze zapytać o to, co powiedział jej Draco tamtego wieczora, ale uznała, że nie będzie psuć chłopakowi nastroju, więc pożegnali się i ona opuściła siedzibę Hufflepuffu.
* * *
Brązowooka Gryfonka siedziała teraz na ławce obok krzewu z którego ciągle eksplodowały jakieś mini fajerwerki. Można by pomyśleć, że to robota Seamusa, który już dawno rozmyślał plan ''wybuchowych drzew''. Teraz siedząc w spokoju rozmyślała nad tym co właśnie zrobiła. Przecież ona w cale nie kocha Johnatana. Ona tylko potrzebuje przyjaciela, który ją zrozumie i wysłucha. Ostatnio z Harrym i Ronem rozmawiała cztery dni temu. Bardzo dobrze czuła, że nie jest już jak dawniej. Te dziewczyny - Laura i Sara do końca zawróciły w ich głowie. Gdzie by tylko popatrzeć, wszędzie byli razem. Mionie zrobiło się dość przykro by teraz się po prostu rozpłakać. Zaciągnęła rękawy swetra na błonie, po czym schowała w nich twarz i wyżaliła w rękawy swetra swój smutek. Po kilku minutach zorientowała się, że ktoś nad nią stoi. Był to Draco. Hermiona szybko otarła łzy i podwinęła rękawy.
-No, no, no -przeciągnął teatralnie i pokręcił głową Malfoy.
-Czego chcesz? Proszę cie, zlituj się i idź z tąd, bo nie mam siły na to, żeby tego słuchać.
-Ależ Granger... Czasami mi się wydaję, że umiesz czytać w myślach... Oczywiście, że pójdę, ale najpierw masz mi powiedzieć o co chodzi. Płaczesz przez Cartera? -Zapytał blondyn i dosiadł się do Gryfonki.
-Nie... to znaczy tak... w sumie to... nie, nie, nie! Nie płacze przez niego, a w ogóle to ciebie co to obchodzi?! -spytała nerwowo i znów była blisko rozpłakania się.
-No wiesz, martwię się -powiedział przewracając oczami.
-Taaaa jasne, uważaj bo ci uwierzę. Ha, ha, ha dobry żart Malfoy -zakpiła Hermiona
-Ty sobie nie żartuj tylko zasta...-powiedział Draco, ale Hermiona mu nie pozwoliła
-Jejku, po prostu jutro mamy razem wizytę u jego rodziców, a ja nie wiem czy dobrze zrobiła proponując mu to. Tylko tyle. Coś jeszcze? -dokończyła za niego, mówiąc to co było częścią powodu jej płaczu.
-Coś ty zrobiła?! -krzyknął Draco od razu żywszym spojrzeniem. -Granger czy ty...
-Czy ty wiesz co on ci może zrobić?! -to chciałeś powiedzieć tak? To teraz ja ci coś powiem. -powiedziała wstając z ławki i patrząc mu prosto w oczy. -Nie wtrącaj się w moje życie, zostaw mnie i moje sprawy w spokoju, zajmij się sobą i twoją głupią laseczką! -Nie mogąc powstrzymać złości wygarnęła mu wszystko i pobiegła w stronę zamku, zostawiając młodego Malfoya w stanie wrytym.
* * *
Dochodziła już szósta. Hermiona stała w swojej sypialni patrząc przez okno wciąż zgrzytając nerwowo zębami i myśląc o tym co od rana się wydarzyło. Nie mogła pojąć w najmniejszym procencie, dlaczego Draco od pewnego czasu stał się milszy dla niej i dlaczego tak się o nią troszczy. Chciała o tym z kimś porozmawiać. Marzyła, aby spotkać się z Ronem i Harrym. Dużo by oddała by było między nimi tak jak kiedyś. Ktoś otworzył drzwi. Do dormitorium weszła Ginny obładowana dziesiątkami toreb.
-Pomożesz? -zapytała rudowłosa podając Hermionie chyba osiem wielkich toreb.
-Boże drogi, nie wiedziałam, że aż tyle sklepów jest w Hogsmead! -wydyszała Ginny opadając na łóżko.
-No trochę tego masz... -stwierdziła Hermiona zaglądając do reklamówek. Po chwili dojrzała również, że Ginny jest inaczej ubrana niż była jak wychodziła na zakupy. Miała na sobie czarne dopasowane spodnie, sweter odkrywający brzuch z logo znanego brytyjskiego zespołu i szare skurzane botki. Od razu można stwierdzić, że na pewno nie kupiła tego za swoje pieniądze.
-Ginny kto ci to nakupował? -spytała Hermiona wciąż przeglądając nabytek przyjaciółki.
-No wiesz... Blaise się upierał... mówił, że tak ładnie w tym wszystkim wyglądam i w ogóle, no to nie stawiałam oporu...-mówiła Ginny leżąc na łóżku.
-No właśnie widać... No dobra, to ty mi lepiej pokarz w co się ubierzesz na tą wizytę. A kiedy jesteście umówieni? -zapytała Miona.
-O osiemnastej koło wielkiej sali, a potem mamy się teleportować. -oznajmiła Ginerwa, wstała z łóżka, wzięła do ręki trzy duże torby i wyciągnęła z nich nabytek. Hermiona uważnie przyglądała się przyjaciółce z wytrzeszczonymi oczami.
-No co? -spytała jak zobaczyła, że Hermiona patrzy na nią jakby trzymała w rękach czarną różdżkę.
-Ty się pytasz co?! Dziewczyno, przecież te ciuchy kosztowały miliony! Te ciuchy są z najdroższego i z najbardziej prestiżowego sklepu w świecie czarodziejów! Przecież tam ubierają się najbogatsze czarownice... Narcyza Molfoy... Jeju i on się na to zgodził?! -mówiła przerażona Gryfonka jeszcze bardziej otwierając usta i oczy.
-Och nie przesadzaj, jeszcze nawet nie widziałaś jak ja w tym wyglądam! -powiedziała beztrosko Ginny przykładając do siebie zieloną sukienkę. -Och nie! Jeśli zaraz nie przestaniemy gadać spóźnię się! Zobacz która jest godzina! -krzyknęła przerażona Ginn.
-Yyyy, tak wejdź -zgodziła się Miona -Tylko,że...
-Tak, widzę jesteś pewnie trochę zajęta, ale nie martw się, ja tylko dosłownie na minutę.
-No dobrze, więc o co chodzi? -spytała Hermiona nadal porządkując ubrania przyjaciółki.
-Słyszałam, że jutro składasz wizytę u rodziców Cartera. Wiesz, że popełniasz błąd?
-Posłuchaj mnie teraz ty. Ja dobrze wiem co robię, a ty i Malfoy wcale... ja wcale nie prosiłam o troskę z waszej strony, więc jak przyszłaś mi tylko to powiedzieć to..
-Tak, masz rację. Twoje życie, twoja sprawa. Już wychodzę. Dobranoc. -wyszła i zatrzasnęła za sobą drzwi. W tym samym czasie z łazienki wyszła Ginny. Była już pomalowana i miała zakręcone loki. Teraz należało tylko dobrać odpowiedni zestaw ubrań. Po długich przymiarkach, sprzeczkach, rozmowach i decyzjach padło na cekinową sukienkę, ciemno zielone mieniące się buty, czarne rajstopy, płaszcz z korzuszkami przy rękawach i dekolcie, a na głowie gościł czarny kapelusz. W ręce Ginny trzymała elegancką torebkę. Wyglądała prześlicznie. Jeszcze nigdy tak się nie czuła. Teraz była księżniczką.
-No to co mała? W drogę! Trzymam za ciebie kciuki! -powiedziała na pożegnanie Hermiona.
-Dzięki.. i wiesz ty też się trzymaj! -odpowiedziała Ginny wychodząc z pokoju. Dziewczyny które dzieliły pokój z Hermioną i Ginny grały w quidditcha i teraz wyjechały gdzieś na jakiś bardzo ważny turniej, więc dziewczyna była dzisiaj wyłącznie sama. Ściągnęła sweter i położyła się na łóżku, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Z pewnością, że to Ginny czegoś zapomniała nie musiała niczego wkładać na stanik, więc otworzyła drzwi.
-No czego tym razem za... -i urwała bo w drzwiach zamiast Ginny stał DRACO MALFOY.
-No wiesz... Blaise się upierał... mówił, że tak ładnie w tym wszystkim wyglądam i w ogóle, no to nie stawiałam oporu...-mówiła Ginny leżąc na łóżku.
-No właśnie widać... No dobra, to ty mi lepiej pokarz w co się ubierzesz na tą wizytę. A kiedy jesteście umówieni? -zapytała Miona.
-O osiemnastej koło wielkiej sali, a potem mamy się teleportować. -oznajmiła Ginerwa, wstała z łóżka, wzięła do ręki trzy duże torby i wyciągnęła z nich nabytek. Hermiona uważnie przyglądała się przyjaciółce z wytrzeszczonymi oczami.
-No co? -spytała jak zobaczyła, że Hermiona patrzy na nią jakby trzymała w rękach czarną różdżkę.
-Ty się pytasz co?! Dziewczyno, przecież te ciuchy kosztowały miliony! Te ciuchy są z najdroższego i z najbardziej prestiżowego sklepu w świecie czarodziejów! Przecież tam ubierają się najbogatsze czarownice... Narcyza Molfoy... Jeju i on się na to zgodził?! -mówiła przerażona Gryfonka jeszcze bardziej otwierając usta i oczy.
-Och nie przesadzaj, jeszcze nawet nie widziałaś jak ja w tym wyglądam! -powiedziała beztrosko Ginny przykładając do siebie zieloną sukienkę. -Och nie! Jeśli zaraz nie przestaniemy gadać spóźnię się! Zobacz która jest godzina! -krzyknęła przerażona Ginn.
-Dobra, koniec tego. Ty idź szybko pod prysznic, a ja poukładam ci te rzeczy.-zaproponowała Hermi i już po paru sekundach Ginny się kąpała,a ona porządkowała w szafie ciuchy przyjaciółki.
* * *
W tym czasie, kiedy młoda Weasleyka brała prysznic ktoś zapukał do drzwi. Hermiona otworzyła i z nieukrytym zdumieniem wpatrywała się w osobę po drugiej stronie, a była to Rose Preuss. Wyglądała zupełnie inaczej niż rano. Elegancko ułożone włosy były spięte teraz w luźnego koka, nie było również kresek na oczach, tylko same rzęsy były pomalowane. Była ubrana w cytrynowy sweterek, wzorzyste legginsy, czarne botki, a jej nadgarstek zdobiła ładna bransoletka
-Cześć Hermiona, mogę wejść? To ważne. -przywitała ją Rose-Yyyy, tak wejdź -zgodziła się Miona -Tylko,że...
-Tak, widzę jesteś pewnie trochę zajęta, ale nie martw się, ja tylko dosłownie na minutę.
-No dobrze, więc o co chodzi? -spytała Hermiona nadal porządkując ubrania przyjaciółki.
-Słyszałam, że jutro składasz wizytę u rodziców Cartera. Wiesz, że popełniasz błąd?
-Posłuchaj mnie teraz ty. Ja dobrze wiem co robię, a ty i Malfoy wcale... ja wcale nie prosiłam o troskę z waszej strony, więc jak przyszłaś mi tylko to powiedzieć to..
-Tak, masz rację. Twoje życie, twoja sprawa. Już wychodzę. Dobranoc. -wyszła i zatrzasnęła za sobą drzwi. W tym samym czasie z łazienki wyszła Ginny. Była już pomalowana i miała zakręcone loki. Teraz należało tylko dobrać odpowiedni zestaw ubrań. Po długich przymiarkach, sprzeczkach, rozmowach i decyzjach padło na cekinową sukienkę, ciemno zielone mieniące się buty, czarne rajstopy, płaszcz z korzuszkami przy rękawach i dekolcie, a na głowie gościł czarny kapelusz. W ręce Ginny trzymała elegancką torebkę. Wyglądała prześlicznie. Jeszcze nigdy tak się nie czuła. Teraz była księżniczką.
-No to co mała? W drogę! Trzymam za ciebie kciuki! -powiedziała na pożegnanie Hermiona.
-Dzięki.. i wiesz ty też się trzymaj! -odpowiedziała Ginny wychodząc z pokoju. Dziewczyny które dzieliły pokój z Hermioną i Ginny grały w quidditcha i teraz wyjechały gdzieś na jakiś bardzo ważny turniej, więc dziewczyna była dzisiaj wyłącznie sama. Ściągnęła sweter i położyła się na łóżku, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Z pewnością, że to Ginny czegoś zapomniała nie musiała niczego wkładać na stanik, więc otworzyła drzwi.
-No czego tym razem za... -i urwała bo w drzwiach zamiast Ginny stał DRACO MALFOY.
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)


