niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 7

                 Zaskocz mnie biciem serca, a zaskoczę Cię melodią która do niego pasuje.
* * *                  


Młody Malfoy stał właśnie przed lustrem w łazience. Niedawno się obudził z błogiego snu, więc postanowił się trochę ogarnąć i postawić swoją twarz do pionu. Z racji, że był umówiony z Rose o jedenastej pod zamkiem musiał się sprężać. Wczoraj spędził z nią cały dzień na zakupach w Hogsmead, więc dzisiaj ona musiała mu potowarzyszyć w zakupie nowej miotły. Draco chcąc ładnie wyglądać, łyknął kroplę swojego wspaniałego eliksiru, który sprawiał, że nawet po największym melażu, twoja twarz będzie wyglądała olśniewająco. Taki eliksir jest bardzo drogi i można go kupić tylko w wyznaczonych sklepach, ale Draco przecież nie miał nigdy problemów z pieniędzmi, więc taki eliksir nie był ogromnym wydatkiem jak na jego głęboki portfel. Nie było już dużo czasu, więc wyciągnął z szafy czarne jeansy, niebieski t-shirt i trampki, a do tego narzucił na ramię granatowy sweterek. Stał już w drzwiach prowadzących do pokoju wspólnego, kiedy wrócił się do łazienki, otworzył małą szafeczkę i wyciągnął z niej buteleczkę perfum. Rozpylił zapach na swojej szyi i dekolcie po czym zbiegł po schodach, zostawiając śpiącego w łóżku Blaise'a. 
                                                                       * * * 

Hermiona czytała książkę, siedząc na miękkiej kanapie przy kominku w pokoju wspólnym. Rozmyślała ciągle o tym co powiedział jej piątkowego wieczoru Draco. Nie miała pojęcia czy to może być prawda, czy też nie. W tym samym momencie usłyszała głośny śmiech dziewczyny za oknem. Hermiona podeszła do wielkiego, ozdobionego beżowymi zasłonami okna i wyjrzała przez nie. Obok bramy, która odgradzała Hogsmead od Hogwartu stała Rose Preuss i Draco Malfoy. Dziewczyna śmiała się jak Draco oparty o mur coś do niej mówił. Rose była bardzo ładnie ubrana. Miała na sobie niebieską, dopasowaną w talii sukienkę, złote buty i złotą torebkę. Włosy miała wyprostowane i rozpuszczone. Makijaż, który ozdabiał jej różaną twarz był jak zawsze profesjonalny. 

Po kilku minutach wyszli za bramę i podążyli ścieżką prowadzącą do Hogsmead trzymając się za ręce. W tej samej sekundzie do pokoju jak burza wpadła Ginny.
-Coś się stało? -zapytała zdziwiona Hermiona
-Tak! Stało się! Nie uwierzysz... -wykrzyknęła zdyszana Ginny
-Może usiądźmy i wszystko mi opowiesz. -powiedziała Hermiona idąc w stronę kanapy i kominka. -No więc słucham.
-Blaise... Blaise zaproponował....zaproponował, że jutro pójdziemy z wizytą do jego rodziców, żeby mnie poznali! Rozumiesz?! -wykrzyknęła po raz kolejny i zaczęła skakać po kanapie.
-Ale Ginny... Z tego co wiem, to jego rodzice nie przepadają za tobą... to znaczy za twoją rodziną.. prawda?
-Tego to ja już dowiem się jutro. Teraz, to znaczy zaraz idziemy na zakupy, żeby wiesz kupić jakieś ładne ciuszki! Ale się cieszę... Jejku Miona! A ty nie chciałabyś poznać rodziców Johnatana?
-Nie.. w sumie to nie wiem. Dużo mi opowiadał o swojej rodzinie, a może jednak fajnie byłoby poznać jego rodziców? Zapytam go o to dzisiaj. Po czym pobiegła do swojego dormitorium, ubrała jeansy, czarno-brązowy sweterek i baleriny.

-No to ja idę do Johnatana, a ty idź na zakupy. Spotkamy się w pokoju wieczorem i obgadamy sobie parę spraw, okej?
-No jasne, okej. -i wyszły razem z dormitorium. Hermiona szła korytarzem i zbliżała się coraz bliżej do siedziby Hufflepuffu. Stanęła przed drzwiami i była gotowa na wszystkie wersje i jak chłopak może zareagować. Obraz odsunął się i wyszła zza niego Lisa. Była to czwartoklasistka o rudych jak Ron włosach, splecionych w długi warkocz i o żywych zielonych oczach.
-Cześć. Ja do Johnatana, jest może w środku? -zaptała Miona.
Oh, Johnatan. Tak, tak jest. Proszę wejdź. -zaprosiła ją gestem Puchonka. Hermiona nieśmiało weszła do pokoju wspólnego Hufflepuffu. Pokój był w kształcie okręgu. Na środku stał duży srebrny stół, a obok niego wielka czarna kanapa z masą poduszek w barwach żółto-srebrnych. Ściany również były w takich kolorach. Po obu stronach pomieszczenia stały komódki z książkami i dwa bujane fotele. Przy schodach, które prowadziły do dormitoriów dziewcząt i chłopców były dwa wielkie okna, które przyozdobione były złotymi zasłonami i wzorami w borsuki. Obok wejścia do Hufflepuffu widniał wielki namalowany herb tego domu. Na ścianach były również obrazy. Większość z nich przedstawiała Hogwart. Hermiona wspięła się po schodach, które prowadziły do sypialni chłopców. Było tam siedem drzwi. Na pierwszych drzwiach była tabliczka z imionami i nazwiskami sześciu chłopców, nie było tam nazwiska, ani imienia przyjaciela Hermiony. Na kolejnych trzech drzwiach też nie znalazła nikogo o takiej nazwie. Jej palec zatrzymał się dopiero na piątych drzwiach przy czwartym nazwisku. Zapukała do drzwi i prawie od razu rozległ się głos ''otwarte!''. Delikatnie otworzyła dębowe drzwi. Koło łóżka stał Johnatan... był bez koszulki. Hermiona jęknęła cicho w duchu, kiedy się do niej odwrócił. Poza nimi w pokoju nie było już nikogo.
-Hermi! Hej słońce! Co ty tutaj robisz? -powiedział jej na przywitanie, po czym podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
-Hej -powiedziała odwzajemniając pocałunek -ja chciałam z tobą porozmawiać. To ważne.
-A co może być takiego ważnego? Siadaj, no i powiedz. -powiedział Johnatan wskazując na łóżko.
-Bo widzisz... Ja się tak zastanawiałam i pomyślałam sobie, że może odwiedzilibyśmy w poniedziałek twoich rodziców? Tyle mi o nich opowiadałeś i w ogóle... Chciałabym ich chyba poznać, a skoro nie mamy w poniedziałek zajęć, bo ta inspekcja przychodzi  to może...
-Powiem ci, że no zaskakujesz mnie troszkę -powiedział chłopak uśmiechając się łobuziersko.
-Ja nie chciałam się narzucać, czy coś w tym stylu -zaczęła się bronić Hermiona -Po prostu pomyślałam, że oni się ucieszą, no a ja tez bardzo chciałabym ich poznać, wiesz?
-Ale kochanie. -zaczął i przybliżył się do niej tak, że teraz stykali się już nosami -Oczywiście, że również uważam, że to dobry pomysł. Często pytają o ciebie i ogólnie, więc.. czemu nie?
-Och to wspaniale! -krzyknęła uradowana Hermiona i przytuliła się do niego. To potem ustalimy jeszcze o której godzinie, dobrze?
-Oczywiście. -odpowiedział chłopak. Hermiona miała ochotę jeszcze zapytać o to, co powiedział jej Draco tamtego wieczora, ale uznała, że nie będzie psuć chłopakowi nastroju, więc pożegnali się i ona opuściła siedzibę Hufflepuffu.
                                                        * * *

Brązowooka Gryfonka siedziała teraz na ławce obok krzewu z którego ciągle eksplodowały jakieś mini fajerwerki. Można by pomyśleć, że to robota Seamusa, który już dawno rozmyślał plan ''wybuchowych drzew''. Teraz siedząc w spokoju rozmyślała nad tym co właśnie zrobiła. Przecież ona w cale nie kocha Johnatana. Ona tylko potrzebuje przyjaciela, który ją zrozumie i wysłucha. Ostatnio z Harrym i Ronem rozmawiała cztery dni temu. Bardzo dobrze czuła, że nie jest już jak dawniej. Te dziewczyny - Laura i Sara do końca zawróciły w ich głowie. Gdzie by tylko popatrzeć, wszędzie byli razem. Mionie zrobiło się dość przykro by teraz się po prostu rozpłakać. Zaciągnęła rękawy swetra na błonie, po czym schowała w nich twarz i wyżaliła w rękawy swetra swój smutek. Po kilku minutach zorientowała się, że ktoś nad nią stoi. Był to Draco. Hermiona szybko otarła łzy i podwinęła rękawy.
-No, no, no -przeciągnął teatralnie i pokręcił głową Malfoy.
-Czego chcesz? Proszę cie, zlituj się i idź z tąd, bo nie mam siły na to, żeby tego słuchać.
-Ależ Granger... Czasami mi się wydaję, że umiesz czytać w myślach... Oczywiście, że pójdę, ale najpierw masz mi powiedzieć o co chodzi. Płaczesz przez Cartera? -Zapytał blondyn i dosiadł się do Gryfonki.
-Nie... to znaczy tak... w sumie to... nie, nie, nie! Nie płacze przez niego, a w ogóle to ciebie co to obchodzi?! -spytała nerwowo i znów była blisko rozpłakania się.
-No wiesz, martwię się -powiedział przewracając oczami.
-Taaaa jasne, uważaj bo ci uwierzę. Ha, ha, ha dobry żart Malfoy -zakpiła Hermiona
-Ty sobie nie żartuj tylko zasta...-powiedział Draco, ale Hermiona mu nie pozwoliła
-Jejku, po prostu jutro mamy razem wizytę u jego rodziców, a ja nie wiem czy dobrze zrobiła proponując mu to. Tylko tyle. Coś jeszcze? -dokończyła za niego, mówiąc to co było częścią powodu jej płaczu.
-Coś ty zrobiła?! -krzyknął Draco od razu żywszym spojrzeniem. -Granger czy ty...
-Czy ty wiesz co on ci może zrobić?! -to chciałeś powiedzieć tak? To teraz ja ci coś powiem. -powiedziała wstając z ławki i patrząc mu prosto w oczy. -Nie wtrącaj się w moje życie, zostaw mnie i moje sprawy w spokoju, zajmij się sobą i twoją głupią laseczką! -Nie mogąc powstrzymać złości wygarnęła mu wszystko i pobiegła w stronę zamku, zostawiając młodego Malfoya w stanie wrytym.

* * *
Dochodziła już szósta. Hermiona stała w swojej sypialni patrząc przez okno wciąż zgrzytając nerwowo zębami i myśląc o tym co od rana się wydarzyło. Nie mogła pojąć w najmniejszym procencie, dlaczego Draco od pewnego czasu stał się milszy dla niej i dlaczego tak się o nią troszczy. Chciała o tym z kimś porozmawiać. Marzyła, aby spotkać się z Ronem i Harrym. Dużo by oddała by było między nimi tak jak kiedyś. Ktoś otworzył drzwi. Do dormitorium weszła Ginny obładowana dziesiątkami toreb. 
-Pomożesz? -zapytała rudowłosa podając Hermionie chyba osiem wielkich toreb. 
-Boże drogi, nie wiedziałam, że aż tyle sklepów jest w Hogsmead! -wydyszała Ginny opadając na łóżko.
-No trochę tego masz... -stwierdziła Hermiona zaglądając do reklamówek. Po chwili dojrzała również, że Ginny jest inaczej ubrana niż była jak wychodziła na zakupy. Miała na sobie czarne dopasowane spodnie, sweter odkrywający brzuch z logo znanego brytyjskiego zespołu i szare skurzane botki. Od razu można stwierdzić, że na pewno nie kupiła tego za swoje pieniądze.


-Ginny kto ci to nakupował? -spytała Hermiona wciąż przeglądając nabytek przyjaciółki.
-No wiesz... Blaise się upierał... mówił, że tak ładnie w tym wszystkim wyglądam i w ogóle, no to nie stawiałam oporu...-mówiła Ginny leżąc na łóżku.
-No właśnie widać... No dobra, to ty mi lepiej pokarz w co się ubierzesz na tą wizytę. A kiedy jesteście umówieni? -zapytała Miona.
-O osiemnastej koło wielkiej sali, a potem mamy się teleportować. -oznajmiła Ginerwa, wstała z łóżka, wzięła do ręki trzy duże torby i wyciągnęła z nich nabytek. Hermiona uważnie przyglądała się przyjaciółce z wytrzeszczonymi oczami.
-No co? -spytała jak zobaczyła, że Hermiona patrzy na nią jakby trzymała w rękach czarną różdżkę.
-Ty się pytasz co?! Dziewczyno, przecież te ciuchy kosztowały miliony! Te ciuchy są z najdroższego i z najbardziej prestiżowego sklepu w świecie czarodziejów! Przecież tam ubierają się najbogatsze czarownice... Narcyza Molfoy... Jeju i on się na to zgodził?! -mówiła przerażona Gryfonka jeszcze bardziej otwierając usta i oczy.
-Och nie przesadzaj, jeszcze nawet nie widziałaś jak ja w tym wyglądam! -powiedziała beztrosko Ginny przykładając do siebie zieloną sukienkę. -Och nie! Jeśli zaraz nie przestaniemy gadać spóźnię się! Zobacz która jest godzina! -krzyknęła przerażona Ginn.
-Dobra, koniec tego. Ty idź szybko pod prysznic, a ja poukładam ci te rzeczy.-zaproponowała Hermi i już po paru sekundach Ginny się kąpała,a ona porządkowała w szafie ciuchy przyjaciółki.
* * * 
W tym czasie, kiedy młoda Weasleyka brała prysznic ktoś zapukał do drzwi. Hermiona otworzyła i z nieukrytym zdumieniem wpatrywała się w osobę po drugiej stronie, a była to Rose Preuss. Wyglądała zupełnie inaczej niż rano. Elegancko ułożone włosy były spięte teraz w luźnego koka, nie było również kresek na oczach, tylko same rzęsy były pomalowane. Była ubrana w cytrynowy sweterek, wzorzyste legginsy, czarne botki, a jej nadgarstek zdobiła ładna bransoletka
-Cześć Hermiona, mogę wejść? To ważne. -przywitała ją Rose
-Yyyy, tak wejdź -zgodziła się Miona -Tylko,że...
-Tak, widzę jesteś pewnie trochę zajęta, ale nie martw się, ja tylko dosłownie na minutę.
-No dobrze, więc o co chodzi? -spytała Hermiona nadal porządkując ubrania przyjaciółki.
-Słyszałam, że jutro składasz wizytę u rodziców Cartera. Wiesz, że popełniasz błąd?
-Posłuchaj mnie teraz ty. Ja dobrze wiem co robię, a ty i Malfoy wcale... ja wcale nie prosiłam o troskę z waszej strony, więc jak przyszłaś mi tylko to powiedzieć to..
-Tak, masz rację. Twoje życie, twoja sprawa. Już wychodzę. Dobranoc. -wyszła i zatrzasnęła za sobą drzwi. W tym samym czasie z łazienki wyszła Ginny. Była już pomalowana i miała zakręcone loki. Teraz należało tylko dobrać odpowiedni zestaw ubrań. Po długich przymiarkach, sprzeczkach, rozmowach i decyzjach padło na cekinową sukienkę, ciemno zielone mieniące się buty, czarne rajstopy, płaszcz z korzuszkami przy rękawach i dekolcie, a na głowie gościł czarny kapelusz. W ręce Ginny trzymała elegancką torebkę. Wyglądała prześlicznie. Jeszcze nigdy tak się nie czuła. Teraz była księżniczką.
-No to co mała? W drogę! Trzymam za ciebie kciuki! -powiedziała na pożegnanie Hermiona.
-Dzięki.. i wiesz ty też się trzymaj! -odpowiedziała Ginny wychodząc z pokoju. Dziewczyny które dzieliły pokój z Hermioną i Ginny grały w quidditcha i teraz wyjechały gdzieś na jakiś bardzo ważny turniej, więc dziewczyna była dzisiaj wyłącznie sama. Ściągnęła sweter i położyła się na łóżku, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Z pewnością, że to Ginny czegoś zapomniała nie musiała niczego wkładać na stanik, więc otworzyła drzwi.
-No czego tym razem za... -i urwała bo w drzwiach zamiast Ginny stał DRACO MALFOY.


niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 6

             Jeśli straciłeś moje zaufanie, chociaż spraw bym mogła je odzyskać.
* * * 

Od wspólnego obiadu w Hogsmeade dzialiło tylko trzy godziny. Johnatan Carter - nowy przyjaciel Hermiony zaproponował wyjście o godzinie 14. Hermiona wstała wczesnym rankiem, choć lekcje zaczynała dopiero o 9. Dzisiaj wyjątkowo Gryfoni i Puchoni kończyli godzinę wcześniej z powodu nieobecności nauczycielki od zielarstwa, więc Hermiona i Johnatan mogli swobodnie po zakończonych lekcjach wybrać się na obiad do wioski czarodziejów. 
-Ale Mionka jesteś pewna? -pytała gorączkowo Ginny.
-Ginny uspokój się wreszcie! Przecież to tylko obiad w restauracji w pobliskiej wiosce! Nie wyjeżdżam z nim na koniec świata. Poza tym, jak Ty w ubiegłym miesiącu z Zabinim prawie codziennie gdzieś łaziłaś ja się w to nie wtrącałam! 
-Okey, okey.. Ja chciałam się tylko upewnić. Tyle. -odpowiedziała trochę spokojniejszym tonem Gryfonka.
-Przepraszam, ale spóźnię się na eliksiry, a nie chcę się narażać na szlaban. Paa Gin! -pożegnała ją Hermiona. Eliksiry jak zawsze były torturą dla czekoladowookiej. Przyrządzanie Amortencji z tym arystokratycznym księciem było męczarnią. Nie chcąc psuć sobie humoru przed miło zapowiadającą się randką z kapitanem drużyny Puchonów, Hermiona postanowiła w najmniejszym stopniu nie zwracać uwagi na Malfoya.
-Mogłabyś mi podać.. Jak to tam było... -zaczął Draco, zastanawiając się jaki składnik byłby teraz przydatny. 
-Włos jednorożca, tak? -Dokończyła Miona.
-Tak, właśnie to. Podasz? -zapytał. Od wczorajszego spotkania przed jeziorem młody Malfoy dziwnie się zachowywał w stosunku do Hermiony. Nie  był taki wścibski i tego dnia ani razu nie nazwał ją szlamą. Nawet nie zdarzyło mu się powiedzieć jej po nazwisku. Rzecz jasna po imieniu też nie mówił. Zadzwonił dzwonek. Przepuszczenia Gryfonki co do koszmarnej lekcji nie sprawdziły się. Poza ględzeniem Snape'a z Draconem dało się wytrzymać. Hermiona weszła do swojego dormitorium i zaczęła przygotowywać się do randki, a miała na to 30 minut. Pierwszą rzeczą jaką zrobiła była gorąca, odprężająca kąpiel. Potem wybranie ciuchów i dobranie odpowiednich  kosmetyków. Zdecydowała się na neonową różową sukienkę i wysokie czarne szpilki. Włosy ombre pofalowała, dzięki czemu wyglądały naprawdę wspaniale. Nałożyła lekki makijaż, oczy podkreśliła staranną kreską, a na ustach widniała różowa szminka. Paznokcie ozdobiła frenchem i założyła czarne kolczyki. Teraz śmiało można by porównać ją do Rose Preuss.
Wyszła z zamku 10 minut wcześniej od umówionej pory. Usiadła na wiklinowej ławeczce niedaleko Zakazanego Lasu. Założyła nogę za nogę, splotła ręce na kolanach i czekała. Johnata nie było jeszcze widać, za to kogoś innego było. 
-Widzę, że wybierasz się gdzieś. Mógłbym wiedzieć, gdzie? 
-Nie Twoja sprawa Malfoy. -odpowiedziała Hermiona chcąc działać nadal według swojego planu.
-Nie chcesz nie mów. Twój wybór. -odpowiedział strzelając focha.
-Ej Ty! Fretko spierdzielaj stąd! -w stronę Hermiony i Dracona podążał Johnatan.
-Hermiono, długo czekałaś? Przepraszam, ale zatrzymał mnie Snape, prosząc o pokazanie pozwolenia... Z resztą nie ważne. -tłumaczył się Carter
-Powiedziałem Ci coś pajacu - spadaj stąd! -krzyknął na Dracona.
-O Matko Boska! Wielce mi pajac Carter będzie mi rozkazywał. Już się boję! -zgasił do Draco.
-Chodźmy już John. -zaproponowała Hermiona. Johnatan był ubrany w białą koszulę w granatową kratkę, jeansy i eleganckie buty - również granatowe. Do tego zniewalająco pachniał. Hermiona była w siódmym niebie. 

Doszli już do centrum Hogsmead. Mimo, że był już 28 września była bardzo ciepło. Johnatan wskazał Hermionie wykwintną restaurajcę, szczycącą się klientami raczej bogatymi. Weszli do środka. Restauracja była bardzo ekskluzywna. Wnętrze mogło przypominać środek książęcego dworu. Restauracja była dwupiętrowa. Drugie piętro podpierały cztery porcelanowe filary. Barierki, które pyły przymocowane do półkola na drugim piętrze przypominały porcelanowe wiązki róż. Stoliki były nakryte w białe jak śnieg obrusy ze złotymi wzorami pośrodku. Na stolikach były postawione wazoniki z wiązkami róż i tulipanów. Ściany ozdobione były portretami czarodziei i czarownic w złotych i srebrnych ramkach. Kelnerzy przyodziani byli w eleganckie garnitury i muszki pod szyjami. Hermiona i Johnatan usiedli na drugim piętrze obok okna przyozdobionego fiołkową zasłoną. 
-Jak Ci się podoba? -zapytał z uśmiechem Johnatan.
-Ja.. ja.. tu jest po prostu cudownie. Nie wiedziałam w ogóle, że jest w Hogsmead taka restauracja. Przepięknie. Tylko, że jest mały problem.. bo ja nie wiem czy będę miała wystarczająco pieniędzy, żeby zapłacić za to wszystko -powiedziała Hermiona rozglądając się po piętrze. 
-Hermiona. -zaczął Johnatan i położył rękę na jej ręce. -Przecież to chyba oczywiste, że ja za wszystko płacę. Dziwne by było, gdybym zaprosił Cię, a Ty musiałabyś płacić za siebie, prawda?
-No.. nie wiem.. może i tak... 
Rozmawiali jeszcze chwilę czekając, aż ktoś ich obsłuży. Po 15 minutach przy ich stoliku zjawił się kelner. 
-W czym mogę pomóc? Co państwo zamawiają? -spytał i podał im kartę z menu. 
Zaczął Johnatan. -Ja proszę sałatkę z paluszkami krabowymi i farafelle z papryczką i owocami morza. Do tego butelkę białego wina. 
-A ja proszę łososia zapiekanego w cieście francuskim i sałatkę z kaszki bulgur i krewetek.
-To wszystko, tak? -zapytał kelner zapisując za pomocą różdżki dania na kawale pergaminu.
-Tak to wszystko. Dziękujemy. -odpowiedział Johnatan uśmiechając się do Hermiony. Oczekiwanie na dania zleciało szybko dzięki miłej atmosferze. Para żartowała, śmiała się, opowiadała sobie różne historie itp. Kelner ''przyniósł'' dania w powietrzu. Unosiła je wszystkie jego różdżka. 
-Proszę. I jeszcze wino. Nalać? -zapytał
-Tak, poprosimy. -odpowiedział Johnatan.
Jedli spokojnie, degustując się smakiem dań. Hermiona była naprawdę pod ogromnym wrażeniem poziomu restauracji. Jedząc popijali wino. Ono również było niesamowite. Po skończeniu obiadu, zanim przyszedł kelner, Hermiona opowiadała Johnatanowi o wakacjach spędzonych z rodzicami we Francji. Jak skończyła, akurat pojawił się kelner. Wysłał brudne talerze z powrotem do kuchni, a sam zajął się wypisywaniem rachunku. 
-Płatności przyjmujemy wyłącznie gotówką. -uprzedził kelner. 
-Oczywiście. -zgodził się John i spojrzał na rachunek. Hermiona też zobaczyła rachunek. Zbladła i jęknęła.
-Proszę -wręczył pieniądze kelnerowi Johnatan -To co? Idziemy? -zwrócił się do Hermiony.
-Tak. Chodźmy.- I wyszli z restauracji. Spacerowali teraz ścieżkami Hogsmead. Byli w wyśmienitych nastrojach. Pierwszy raz, kiedy Johnatan opowiadał o quidditchu Hermionę to interesowało. Zapadł zmrok kiedy wracali już do zamku. Od sobotniej imprezy Hermiona nie rozmawiała ani z Harrym ani z Ronem. Czasmi dopuszczała do siebie myśl, że to koniec ich przyjaźni, ale nawet nie chciała znać takiej opcji. 
-Noto co? Dobranoc. -powiedział Johnatan kiedy odprowadził ją już pod wejście do Gryffindoru.
-Dobranoc. -odpowiedziała i pocałowała go w policzek. Hermiona weszła już do pokoju wspólnego, kiedy zorientowała się, że miała jeszcze odwiedzić profesor Mcgonagall. Jak burza wybiegła z dormitorium, o mało nie zabijając się w szpilkach. Biegła przed siebie nie zwracając uwagi na zakręty kiedy...... zorientowała się, że leży na ziemi, a nad nią stoi pan książę Malfoy. 
-O Jezu... Mógłbyś troszkę uważać? -zapytała ze złością Hwermiona usiłując wstać. 
-No mógłbym. -powiedział Draco -Jak tam randka z damskim bokserem? 
-Co? Aha.. randka, wspaniale. I nie nazywaj go damskim bokserem, dobrze? -powiedziała, otrzepując sukienkę
-Dlaczego, skoro taka jest prawda?
-O czym Ty do cholery mówisz?! 
-Jak to? Nie wiesz? Nie domyśliłaś się dlaczego Rose od niego odeszła? -zapytał Draco.
-Skąd miałabym wiedzieć? Malfoy co Ty bredzisz? -Hermiona była trochę zaniepokojona.
-No tak, tak. On jest agresywny Granger. Lepiej to skończ. -poradził jej i odszedł. 
-O co mu chodziło? -zapytała sama siebie cicho. -Przecież to na pewno nie prawda...
-Panno Granger, co pani robi o 21 na środku korytarza? -z zamyśleń wyłowił ją głos prof. Mcgonagall. -Proszę wracać do dormitorium, a jutro po lekcjach do mojego gabinetu, dobrze? -zapytała Mcgonagall.
-Tak, oczywiście. Dobranoc.
-Dobranoc.

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 5

 Nasi śmiertelni wrogowie nie zdają sobie sprawy, że posiadając ich mamy dla kogo żyć
* * * 


Tej nocy jedyną osobą, która nie była całkowicie pijana była Hermiona. Wszyscy wiemy, że nie przepadała  za alkoholem, a już tym bardziej upijaniem się do nieprzytomności. Draco jak zwykle do zamku musiał dojść za pomocą kolegów. Luna i Ginny szły w towarzystwie Neville'a i jakiegoś krukona, którego Ginny poznała w dyskotece. Była dokładnie 2 w nocy. Ślizgoni wyszli ostatni. Harry i Ron zabawiali się w towarzystwie kolegów z domu lwa i dziewczyn z Hufflepuffu. Dwie dziewczyny, które tańczyły całą noc z Ronem i Harrym były bardzo ładne. Obie miały duże granatowe oczy. Jedna z nich - Sara miała długie czarne włosy, splecione w luźnego kłosa. Druga granatowooka dziewczyna nosiła imię  Laura i była podobna do Sary, tyle tylko, że miała rude włosy spięte w kok. Zdaniem Deana i Seamusa pasowali do siebie. 
-Ej Granger, coś Ci się rozpięło z tyłu! Patrzcie! Hahahaha! -usłyszała za sobą rozbawiony głos Malfoya. Odwróciła się i zobaczyła go w towarzystwie Pansy, Blaise'a, Rose i standardowo Crabbe'a i Goyle'a. Na początku nie wiedziała o co chodzi i wzięła to za kolejny głupi żart Dracona po pijanemu, do puki Ginny szepnęła jej do ucha ,,spódnica''. Hermiona zapeszona szybko spojrzała na tył swojej spódnicy, gdzie zamek do połowy był rozpięty. Spłonęła rumieńcem tak, że teraz wyglądała jak czerwony balon. Malfoy ciągle nie mógł opanować śmiechu więc o mały włos nie zaliczył gleby. Hermiona pozwoliła żeby grupka głupich Ślizgonów ją wyprzedziła po czym pośpiesznie zapięła zamek. Luna z Nevillem zostali w tyle i wyglądali na bardzo sobą zajętych. Harry z Ronem i  nowymi koleżankami poszli drugą stroną ścieżki prowadzącej do zamku, bo zdawało się, że chcieli zostać na osobności. Hermiona poczuła się lekko odtrącona przez przyjaciół, bo od 23 będąc w dyskotece nie odezwali się do niej. ,,Przecież byli zajęci'' powtarzała sobie, szukając jakiegoś wytłumaczenia. ,,Czy ja faktycznie jestem tylko nudziarą i molem książkowym, który nie umie się nawet dobrze zabawić?'' -rozpaczliwie pytała w myślach. Z tych zamyśleń ocknęła się dopiero pod zamkiem, zobaczywszy, że Ron mocno całuję się z Sarą obok różanych drzewek. Jednak nigdzie nie dostrzegła Harry'ego i tej całej Laury. ,,Może poszli już do swoich dormitoriów?'' -pomyślała. Chciała bardzo porozmawiać z Harrym. Potrzebowała teraz przyjacielskiego wsparcia. Weszła do zamku i szła ku wejściu do pokoju wspólnego Gryffindoru. Już miała wypowiedzieć hasło do Grubej Damy kiedy zza ściany usłyszała lekki śmiech dziewczyny. Starając się zbytnio nie stukać szpilkami w posadzkę, na palcach podeszła do rogu ściany. Zobaczyła tam Harry'ego przyciskającego lekko Laurę do ściany. Dziewczyna śmiała się za każdym razem, kiedy przyciskał ją do ściany mocnej i szeptał jej coś do ucha. Po chwili pocałowali się. Hermiona nie chcąc patrzeć na nich weszła do pokoju wspólnego Gryfonów. 
                            
                                                               * * * 

Niedzielny poranek rozpoczął się jak każdy inny dzień tygodnia. Słońce wczesnym rankiem pojawiło się już na horyzoncie i jeszcze jego końcówka pozostawała w zasięgu przysłaniających drzew. Panna Granger była chyba jedyną osobą w całym zamku - oczywiście nie licząc nauczycieli, która wstała około dziesiątej rano. Nie miała kaca i wcale nie czuła się najgorzej. Wzięła długi prysznic. Ogarnęła twarz, włosy i makijaż i stanęła przed szafą zastanawiając się co dzisiaj na siebie włożyć. W ostateczności zdecydowała się na zwykłe rurki, t-shirt z bordowymi rękawami, słodki naszyjnik z motywem czarnego kotka i szare vansy, które poleciła jej mugolska przyjaciółka Zuzanna. 


Zeszła na śniadanie spotykając po drodze jakieś trzy drugoklasistki i jednego chłopaka, Simona z trzeciej klasy. Tak jak na korytarzu, na śniadaniu też była totalna pustka. Przy stole Gryfonów nie siedział nikt, zresztą tak samo jak u Ślizgonów. Przy stole Ravenclawu siedziało tylko pięć osób i były to przeważnie drugo i trzecio klasiści. Stół Hufflepuffu zajmowała tylko jedna osoba - Johnatan Carter. Puchon miał 16 lat, tyle co Hermiona. Miał jasnobrązowe włosy i brązowe oczy. Zawsze był schludnie uczesany i ubrany, a dziewczyny przyciągał do siebie jak magnes. Coś w stylu dawnego Cedrika. Zawsze pachniał po prostu.. BOSKO. Hermiona miała teraz ochotę z kimś porozmawiać i spędzić trochę czasu dla poprawy humoru. Patrzyła na niego stojąc przy swoim stole. W końcu on podniósł głowę i ich spojrzenia czekoladowych oczu spotkały się. Było to miłe uczucie. Johnatan gestem zaprosił Hermionę do swojego stołu i ciepło się uśmiechnął. 
-Cześć Hermiona. Widziałem Cię wczoraj w tym pubie gdzie była ta cała dyskoteka. Jak się bawiłaś?
-Wiesz co.. -zaczęła siadając na przeciwko niego i nakładając na talerz kawałek ciemnego pieczywa i masło orzechowe -całkiem nieźle, nawet powiem Ci, że mogłam chociaż miło spędzić czas ze znajomymi... -powiedziała ponuro Hermiona.
-Do której tam zostałaś? Ja w sumie wcześnie wyszedłem, bo mnie Malfoy zdenerwował... -powiedział Johnatan i zmarszczył brwi popijając swoje cappuccino. 
-Ja długo. Wyszłam dopiero około drugiej w nocy. Wiesz, chciałam wracać razem z Luną.. 
-Aha rozumiem. Nalać Ci? -zapytał wskazując na dzbanek z wiśniową herbatą. 
-Chętnie, dziękuję. Wiesz coś może o tej Rose Preuss? Wiesz, chodzi mi o to, że jakoś wcześniej nie przebywała tak często w towarzystwie Ślizgonów. -zaczęła Hermiona. Była zainteresowana Rose, ponieważ była ona częścią jej planu. 
-Tak i to sporo. Kiedyś chodziłem z nią, ale od czasu gdy jej kontakt z Malfoyem pogłębiły się, stanowczo się zmieniła. Kiedyś była fajną i mądrą dziewczyną. Byliśmy razem w piątej klasie. Z tego co wiem to mieszka w Londynie koło dworca, w czarnej dużej villi. No wiesz, jej rodzice są bardzo bogaci. Jej matka jest dyrektorką w jakimś dziale w Ministerstwie Magii. Nie pamiętam na jakim. Ojciec ma swój sklep na Pokątnej. Zdążyłem poznać rodziców Preuss i muszę stwierdzić, że są całkiem w porządku. Nie zwracają takiej wielkiej uwagi na pochodzenie. 
-Wydaję się całkiem w porządku. Jakoś wcześniej nie zwracałam na nią takiej uwagi. Co prawda parę razy widziałam ją w bibliotece jak pisała jakieś wypracowanie. -stwierdziła Hermiona sącząc herbatę. 
Długo jeszcze rozmawiali i śmiali się. Temat przetoczył się na Malfoya, z którego śmiali się, obrażali i obgadywali. Hermiona musiała stwierdzić, że czas który spędziła z Johnatanem, stanowczo poprawił jej humor. Chłopak zaprosił ją również w przyszłą sobotę do Hogsmeade na obiad. 
W Wielkiej Sali zrobiło się tłoczno dopiero o godzinie 14. Na obiedzie nie było Harry'ego, Rona, Malfoya, Rose, Ginny, Cho, Crabbe'a, Goyle'a, Blaise'a, Seamusa, Deana i jeszcze paru osób, które wczoraj imprezowały do wczesnych godzin. Nauczyciele nie zadali nic na ten weekend, więc nikt nic nie musiał się uczyć i mordować wypracowań. Hermiona siedziała teraz na trawie przed srebrzystym jeziorem i rzucała kawałki chleba pływającym kaczkom, rozmyślając o Johnatanie. Był bardzo sympatyczny i zdawał się ją dobrze rozumieć. Nie był sztywniakiem z którym nie można się dobrze zabawić. Teraz z kolei pomyślała o Malfoyu... Przecież nikt w Hogwarcie mu nie dorówna. Nikt nie jest tak przystojny jak on. Nikt nie jest tak bosko zbudowany jak on. (No może pomijając Johnatana) Ale przecież on w ogóle nie jest w typie Hermiony. Może ma te swoje piękne oczy, włosy i ciało, ale on nie ma uczuć jakich ona by pragnęła. Przecież on nigdy nie zwrócił się do niej po imieniu. To jest wszystko takie skomplikowane. 
-Granger? Nie wierzę! Nie siedzisz w bibliotece? Przecież jutro są normalnie lekcje? Zapomniałaś czy jak? -ktoś, a raczej Malfoy znów sobie z niej zadrwił. 
-Nie. Nie zapomniałam. I mógłbyś wreszcie przestać? Nie rozumiesz, że ja... ja też mam te cholerne uczucia w porównaniu do Ciebie, idioto?! Daj mi święty spokój! -nie mogąc powstrzymać zdenerwowania i tego co czuła w głębi duszy, miała ochotę  wygarnąć mu teraz wszystko co do tej pory wolała zostawić dla siebie i nie mówić o tym nikomu. Nie lubiła wchodzić w tematy o Malfoyu przy Ronie i Harrym. Tak naprawdę to przecież oni mieli mu ochotę tylko przywalić, a nie porozmawiać i wesprzeć na duchu. Właśnie w tym Johnatan był lepszy. On umiał słuchać i rozumieć. Kiedy tylko weszła z nim w temat Dracona od razu znaleźli wspólny język. 
-Spokojnie, spokojnie. Przecież ja nie miałem nic złego na myśli. Powie... 
-Nie obchodzi mnie co powiedziałeś, chciałeś powiedzieć i powiesz. -przerwała mu Hermiona -w ogóle nie wiedziałam, że chce Ci się tu teraz nade mną stać i gadać ze mną. Przepraszam - kłucić. Myślałam, że nawet jedna sekunda nie jest warta poświęcenia mi czasu. Przecież od tak dawna mi to wpajasz do mojej głupiej głowy. Mówiłeś, że szlamy..., że masz w dupie ich zdanie. Że i tak będą miały kiedyś swój pieprzony kres! Że i tak..
-Przestań! Przestań. -przerwał jej stanowczo, ale i spokojnie Draco. Usiadł koło niej na trawie i patrzył na nią.
-Odsuń się lepiej, bo zarazisz się szlamem i jeszcze nie będziesz umiał się z tego wyleczyć. 
-Trudno. 
-Brałeś coś? Może Preuss dosypała Ci coś do drinka? Dziwnie się zachowujesz. Jeśli nic nie brałeś to możesz mi to wytłumaczyć? -podejrzliwie i z lekką obawą zapytała Hermiona.
-Mam dzień dobroci dla szlam. -powiedział z drwiącym uśmiechem Draco.
-Mogłam się spodziewać. -powiedziała ponuro. -Wracaj lepiej do Rose. Na pewno szykuje Ci miły wieczór. 
Wstała, otrzepała spodnie i odeszła. W jej stronę szedł teraz Johnatan. Spotkali się i on zrobił coś co zszokowało Hermionę. Przytulił ją. Jakby czuł, że właśnie ona teraz tego potrzebuje. Hermiona nie chciała mu tego utrudniać. Odwzajemniła uścisk. Potem już razem wrócili do zamku. Przez ten czas Johnatan cały czas obejmował ją w pasie. Dopiero po wejściu do zamku, Hermiona zorientowała się, że Draco cały czas na nich patrzył. W duchu ucieszyła się. Właśnie o to jej chodziło - zazdrość. Chciała, żeby był zazdrosny.