sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 5

 Nasi śmiertelni wrogowie nie zdają sobie sprawy, że posiadając ich mamy dla kogo żyć
* * * 


Tej nocy jedyną osobą, która nie była całkowicie pijana była Hermiona. Wszyscy wiemy, że nie przepadała  za alkoholem, a już tym bardziej upijaniem się do nieprzytomności. Draco jak zwykle do zamku musiał dojść za pomocą kolegów. Luna i Ginny szły w towarzystwie Neville'a i jakiegoś krukona, którego Ginny poznała w dyskotece. Była dokładnie 2 w nocy. Ślizgoni wyszli ostatni. Harry i Ron zabawiali się w towarzystwie kolegów z domu lwa i dziewczyn z Hufflepuffu. Dwie dziewczyny, które tańczyły całą noc z Ronem i Harrym były bardzo ładne. Obie miały duże granatowe oczy. Jedna z nich - Sara miała długie czarne włosy, splecione w luźnego kłosa. Druga granatowooka dziewczyna nosiła imię  Laura i była podobna do Sary, tyle tylko, że miała rude włosy spięte w kok. Zdaniem Deana i Seamusa pasowali do siebie. 
-Ej Granger, coś Ci się rozpięło z tyłu! Patrzcie! Hahahaha! -usłyszała za sobą rozbawiony głos Malfoya. Odwróciła się i zobaczyła go w towarzystwie Pansy, Blaise'a, Rose i standardowo Crabbe'a i Goyle'a. Na początku nie wiedziała o co chodzi i wzięła to za kolejny głupi żart Dracona po pijanemu, do puki Ginny szepnęła jej do ucha ,,spódnica''. Hermiona zapeszona szybko spojrzała na tył swojej spódnicy, gdzie zamek do połowy był rozpięty. Spłonęła rumieńcem tak, że teraz wyglądała jak czerwony balon. Malfoy ciągle nie mógł opanować śmiechu więc o mały włos nie zaliczył gleby. Hermiona pozwoliła żeby grupka głupich Ślizgonów ją wyprzedziła po czym pośpiesznie zapięła zamek. Luna z Nevillem zostali w tyle i wyglądali na bardzo sobą zajętych. Harry z Ronem i  nowymi koleżankami poszli drugą stroną ścieżki prowadzącej do zamku, bo zdawało się, że chcieli zostać na osobności. Hermiona poczuła się lekko odtrącona przez przyjaciół, bo od 23 będąc w dyskotece nie odezwali się do niej. ,,Przecież byli zajęci'' powtarzała sobie, szukając jakiegoś wytłumaczenia. ,,Czy ja faktycznie jestem tylko nudziarą i molem książkowym, który nie umie się nawet dobrze zabawić?'' -rozpaczliwie pytała w myślach. Z tych zamyśleń ocknęła się dopiero pod zamkiem, zobaczywszy, że Ron mocno całuję się z Sarą obok różanych drzewek. Jednak nigdzie nie dostrzegła Harry'ego i tej całej Laury. ,,Może poszli już do swoich dormitoriów?'' -pomyślała. Chciała bardzo porozmawiać z Harrym. Potrzebowała teraz przyjacielskiego wsparcia. Weszła do zamku i szła ku wejściu do pokoju wspólnego Gryffindoru. Już miała wypowiedzieć hasło do Grubej Damy kiedy zza ściany usłyszała lekki śmiech dziewczyny. Starając się zbytnio nie stukać szpilkami w posadzkę, na palcach podeszła do rogu ściany. Zobaczyła tam Harry'ego przyciskającego lekko Laurę do ściany. Dziewczyna śmiała się za każdym razem, kiedy przyciskał ją do ściany mocnej i szeptał jej coś do ucha. Po chwili pocałowali się. Hermiona nie chcąc patrzeć na nich weszła do pokoju wspólnego Gryfonów. 
                            
                                                               * * * 

Niedzielny poranek rozpoczął się jak każdy inny dzień tygodnia. Słońce wczesnym rankiem pojawiło się już na horyzoncie i jeszcze jego końcówka pozostawała w zasięgu przysłaniających drzew. Panna Granger była chyba jedyną osobą w całym zamku - oczywiście nie licząc nauczycieli, która wstała około dziesiątej rano. Nie miała kaca i wcale nie czuła się najgorzej. Wzięła długi prysznic. Ogarnęła twarz, włosy i makijaż i stanęła przed szafą zastanawiając się co dzisiaj na siebie włożyć. W ostateczności zdecydowała się na zwykłe rurki, t-shirt z bordowymi rękawami, słodki naszyjnik z motywem czarnego kotka i szare vansy, które poleciła jej mugolska przyjaciółka Zuzanna. 


Zeszła na śniadanie spotykając po drodze jakieś trzy drugoklasistki i jednego chłopaka, Simona z trzeciej klasy. Tak jak na korytarzu, na śniadaniu też była totalna pustka. Przy stole Gryfonów nie siedział nikt, zresztą tak samo jak u Ślizgonów. Przy stole Ravenclawu siedziało tylko pięć osób i były to przeważnie drugo i trzecio klasiści. Stół Hufflepuffu zajmowała tylko jedna osoba - Johnatan Carter. Puchon miał 16 lat, tyle co Hermiona. Miał jasnobrązowe włosy i brązowe oczy. Zawsze był schludnie uczesany i ubrany, a dziewczyny przyciągał do siebie jak magnes. Coś w stylu dawnego Cedrika. Zawsze pachniał po prostu.. BOSKO. Hermiona miała teraz ochotę z kimś porozmawiać i spędzić trochę czasu dla poprawy humoru. Patrzyła na niego stojąc przy swoim stole. W końcu on podniósł głowę i ich spojrzenia czekoladowych oczu spotkały się. Było to miłe uczucie. Johnatan gestem zaprosił Hermionę do swojego stołu i ciepło się uśmiechnął. 
-Cześć Hermiona. Widziałem Cię wczoraj w tym pubie gdzie była ta cała dyskoteka. Jak się bawiłaś?
-Wiesz co.. -zaczęła siadając na przeciwko niego i nakładając na talerz kawałek ciemnego pieczywa i masło orzechowe -całkiem nieźle, nawet powiem Ci, że mogłam chociaż miło spędzić czas ze znajomymi... -powiedziała ponuro Hermiona.
-Do której tam zostałaś? Ja w sumie wcześnie wyszedłem, bo mnie Malfoy zdenerwował... -powiedział Johnatan i zmarszczył brwi popijając swoje cappuccino. 
-Ja długo. Wyszłam dopiero około drugiej w nocy. Wiesz, chciałam wracać razem z Luną.. 
-Aha rozumiem. Nalać Ci? -zapytał wskazując na dzbanek z wiśniową herbatą. 
-Chętnie, dziękuję. Wiesz coś może o tej Rose Preuss? Wiesz, chodzi mi o to, że jakoś wcześniej nie przebywała tak często w towarzystwie Ślizgonów. -zaczęła Hermiona. Była zainteresowana Rose, ponieważ była ona częścią jej planu. 
-Tak i to sporo. Kiedyś chodziłem z nią, ale od czasu gdy jej kontakt z Malfoyem pogłębiły się, stanowczo się zmieniła. Kiedyś była fajną i mądrą dziewczyną. Byliśmy razem w piątej klasie. Z tego co wiem to mieszka w Londynie koło dworca, w czarnej dużej villi. No wiesz, jej rodzice są bardzo bogaci. Jej matka jest dyrektorką w jakimś dziale w Ministerstwie Magii. Nie pamiętam na jakim. Ojciec ma swój sklep na Pokątnej. Zdążyłem poznać rodziców Preuss i muszę stwierdzić, że są całkiem w porządku. Nie zwracają takiej wielkiej uwagi na pochodzenie. 
-Wydaję się całkiem w porządku. Jakoś wcześniej nie zwracałam na nią takiej uwagi. Co prawda parę razy widziałam ją w bibliotece jak pisała jakieś wypracowanie. -stwierdziła Hermiona sącząc herbatę. 
Długo jeszcze rozmawiali i śmiali się. Temat przetoczył się na Malfoya, z którego śmiali się, obrażali i obgadywali. Hermiona musiała stwierdzić, że czas który spędziła z Johnatanem, stanowczo poprawił jej humor. Chłopak zaprosił ją również w przyszłą sobotę do Hogsmeade na obiad. 
W Wielkiej Sali zrobiło się tłoczno dopiero o godzinie 14. Na obiedzie nie było Harry'ego, Rona, Malfoya, Rose, Ginny, Cho, Crabbe'a, Goyle'a, Blaise'a, Seamusa, Deana i jeszcze paru osób, które wczoraj imprezowały do wczesnych godzin. Nauczyciele nie zadali nic na ten weekend, więc nikt nic nie musiał się uczyć i mordować wypracowań. Hermiona siedziała teraz na trawie przed srebrzystym jeziorem i rzucała kawałki chleba pływającym kaczkom, rozmyślając o Johnatanie. Był bardzo sympatyczny i zdawał się ją dobrze rozumieć. Nie był sztywniakiem z którym nie można się dobrze zabawić. Teraz z kolei pomyślała o Malfoyu... Przecież nikt w Hogwarcie mu nie dorówna. Nikt nie jest tak przystojny jak on. Nikt nie jest tak bosko zbudowany jak on. (No może pomijając Johnatana) Ale przecież on w ogóle nie jest w typie Hermiony. Może ma te swoje piękne oczy, włosy i ciało, ale on nie ma uczuć jakich ona by pragnęła. Przecież on nigdy nie zwrócił się do niej po imieniu. To jest wszystko takie skomplikowane. 
-Granger? Nie wierzę! Nie siedzisz w bibliotece? Przecież jutro są normalnie lekcje? Zapomniałaś czy jak? -ktoś, a raczej Malfoy znów sobie z niej zadrwił. 
-Nie. Nie zapomniałam. I mógłbyś wreszcie przestać? Nie rozumiesz, że ja... ja też mam te cholerne uczucia w porównaniu do Ciebie, idioto?! Daj mi święty spokój! -nie mogąc powstrzymać zdenerwowania i tego co czuła w głębi duszy, miała ochotę  wygarnąć mu teraz wszystko co do tej pory wolała zostawić dla siebie i nie mówić o tym nikomu. Nie lubiła wchodzić w tematy o Malfoyu przy Ronie i Harrym. Tak naprawdę to przecież oni mieli mu ochotę tylko przywalić, a nie porozmawiać i wesprzeć na duchu. Właśnie w tym Johnatan był lepszy. On umiał słuchać i rozumieć. Kiedy tylko weszła z nim w temat Dracona od razu znaleźli wspólny język. 
-Spokojnie, spokojnie. Przecież ja nie miałem nic złego na myśli. Powie... 
-Nie obchodzi mnie co powiedziałeś, chciałeś powiedzieć i powiesz. -przerwała mu Hermiona -w ogóle nie wiedziałam, że chce Ci się tu teraz nade mną stać i gadać ze mną. Przepraszam - kłucić. Myślałam, że nawet jedna sekunda nie jest warta poświęcenia mi czasu. Przecież od tak dawna mi to wpajasz do mojej głupiej głowy. Mówiłeś, że szlamy..., że masz w dupie ich zdanie. Że i tak będą miały kiedyś swój pieprzony kres! Że i tak..
-Przestań! Przestań. -przerwał jej stanowczo, ale i spokojnie Draco. Usiadł koło niej na trawie i patrzył na nią.
-Odsuń się lepiej, bo zarazisz się szlamem i jeszcze nie będziesz umiał się z tego wyleczyć. 
-Trudno. 
-Brałeś coś? Może Preuss dosypała Ci coś do drinka? Dziwnie się zachowujesz. Jeśli nic nie brałeś to możesz mi to wytłumaczyć? -podejrzliwie i z lekką obawą zapytała Hermiona.
-Mam dzień dobroci dla szlam. -powiedział z drwiącym uśmiechem Draco.
-Mogłam się spodziewać. -powiedziała ponuro. -Wracaj lepiej do Rose. Na pewno szykuje Ci miły wieczór. 
Wstała, otrzepała spodnie i odeszła. W jej stronę szedł teraz Johnatan. Spotkali się i on zrobił coś co zszokowało Hermionę. Przytulił ją. Jakby czuł, że właśnie ona teraz tego potrzebuje. Hermiona nie chciała mu tego utrudniać. Odwzajemniła uścisk. Potem już razem wrócili do zamku. Przez ten czas Johnatan cały czas obejmował ją w pasie. Dopiero po wejściu do zamku, Hermiona zorientowała się, że Draco cały czas na nich patrzył. W duchu ucieszyła się. Właśnie o to jej chodziło - zazdrość. Chciała, żeby był zazdrosny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz